czerwca 23, 2018

#17. Recenzja. Kroniki Jaaru. Czarny amulet.

#17. Recenzja. Kroniki Jaaru. Czarny amulet.


Tytuł: Kroniki Jaaru. Czarny amulet
Autor: Adam Faber
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 500


 Serie, ile ich nie jest, a my wciąż chwytamy po nowe i nie kończymy rozpoczętych wcześniej. Postanowiłam to zmienić i staram się zakończyć podjęte kilka miesięcy temu cykle. Na pierwszy ogień poszła kolejna część czytadeł autorstwa Adama Fabera, czyli ,,Kroniki Jaaru. Czarny amulet”. W listopadzie miałam styczność z pierwszym tomem przygód Kate, które ogromnie mnie zaskoczyły, zapraszam na recenzję! Pozostaje jedno pytanie, czy historia młodej czarodziejki nadal będzie tak samo wciągająca?

  Nastoletnia Kate już nie jest zwyczajną dziewczyną. Jest młodą i niedoświadczoną czarownicą. Wiedza o tajemniczej krainie wywróciła jej życie do góry nogami. Z czasem otrzymuje mistyczny amulet, następnie wybiera się na magiczne wakacje aby poznać inne, młode adeptki magii. Dziewczyna szybko zyskuje sennego prześladowcę. Razem z Fionem starają się odkryć tożsamość dręczyciela, każdy jest podejrzany. Sprawa komplikuje się z dniem przyjazdu szkolnej miłości czarownicy.

  Kolejna książka o czarodziejach, kojarzycie coś podobnego? 😉 Dobra, takich powieści nigdy za wiele! Zacznijmy od tego, że od książki wręcz kipi magią, wystarczy popatrzeć na jej oprawę, a mały kotek w dolnym rogu dopełnia całość. Nie zapominajmy, że to wnętrze jest tu najważniejsze, a ono także jest niczego sobie. Młode wiedźmy, magiczne istoty, czary, wybieranie różdżki, to samo mówi za siebie. Magiczny świat został wykreowany w bardzo przemyślany sposób, mimo wielu postaci nadal wiemy kto jest kto. Ponad to wątek ojca Jonathana i jego samego są najlepszą częścią fabuły, ale to może przez moje zamiłowanie do zagadek i kryminałów zatraciłam się w tej historii. Z kartki na kartkę robiło się coraz ciekawiej, czytelnik wraz z chłopcem poznaje tragiczne okoliczności śmierci swojego taty. Z zapartym tchem śledziłam dalsze losy Jonathana,  jego postać i wszystkie zdarzenia wokół mniej to największy atut „Czarnego amuletu”. Chciałam więcej, może w kolejnym tomie dostanę. Prócz tego styl autora jest nadal dobry do tego typu literatury. Nie mamy tu przesadzonych i wymyślnych konstrukcji językowych, które mogłyby odrzucać młodego czytelnika.

  Niestety, „Czarny amulet’’ zawiódł mnie. Czytałam kilka opinii i zwykle dowiadywałam się, że ten tom jest zdecydowanie lepszy od swojego poprzednika, zupełnie się z tym nie zgadzam! Jak wiecie, często mam problem z główną, żeńską bohaterką, w tym przypadku znów tak jest. Wcześniej Kate
była mi obojętna, a teraz wręcz do szewskiej pasji doprowadzała mnie. Jak na dziewczynę w wieku 17 lat była bardzo infantylna, oczywiście, że nie oczekiwałam dojrzałości, ale nie przesadzajmy. Kolejną rzeczą, która łamie moje biedne, czytelnicze serduszko jest sam sposób wprowadzania kolejnych sytuacji. Czytam i nagle coś innego, bez żadnego ostrzeżenia, niezmiernie irytowało mnie to. Rozumiem, że autorowi chodziło o element zaskoczenia, ale według mnie powinien troszeczkę zmienić podejście do sprawy i mogłoby być świetnie! A teraz najważniejsze, coś czego nienawidzę i za każdym razem odpycha mnie od lektury tej serii jest porównywanie jej do sami wiecie czego! Promocja promocją, ale skończcie z tym!

  ,,Kroniki Jaaru. Czarny amulet’’ nie należą do najlepszych kontynuacji na świecie, ale mimo wszystko warto po nie sięgnąć i poznać dalsze losy młodej czarownicy. A jeśli uwielbiacie Kate i jej przygody to na pewno zakochacie się ponownie. Przede mną jeszcze jeden tom tej sagi, oby mnie nie zawiódł. Moja Ocena 6/10.

Dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona za udostępnienie egzemplarza.

Enjoy!

czerwca 21, 2018

#16. Recenzja. Pułapka uczuć.

#16. Recenzja. Pułapka uczuć.



Tytuł: Pułapka uczuć
Autor: Colleen Hoover
Tłumaczenie: Katarzyna Puścian
Wydawnictwo: YA
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 284


  Colleen Hoover, moja wspaniała Colleen. Chyba nie muszę wam tej pani przedstawiać. Królowa new adult! Jako ogromna fanka tej autorki poczułam obowiązek aby przeczytać wszystkie dzieła spod jej pióra. To zadanie nie należało do trudnych, wszystkie lektury już dawno za mną. Postanowiłam sięgnąć po jej debiutancką powieść, czyli ,,Pułapkę uczuć”.

   Nastoletnia Layken wraz z matką i młodszym bratem pod wpływem niespodziewanej śmierci głowy rodziny przeprowadza się do Michigan. Na miejscu poznaje niewiele starszego Willa, który w szybkim czasie staje się dla niej bliską osobą. Niestety, ich uczucie nie może ujrzeć światła dziennego, muszą trzymać się na dystans aby nie zaszkodzić sobie wzajemnie. Śmiertelna choroba, czy błahe problemy stają się codziennością Layken i Willa.

    Rzadko kiedy sięgam drugi raz po te same powieści, muszą być dla mnie bardzo znaczące bądź zwyczajnie ich nie pamiętam 😉 Tym razem mamy drugi przykład. Mając 14 lat ,,Pułapka uczuć” była moją ulubioną książką, po 5 latach byłam ciekawa jak bardzo zmieni się moje spojrzenie na jedno z grzeczniejszych dzieł Hoover. Zresztą warto sobie przypomnieć te niezwykłe chwile podczas czytania. Z biegiem lat nadal bardzo lubię „Slammed”, nie tak bardzo jak kiedyś, ale wciąż była to dobra zabawa. Tak samo jak wcześniej, zakochałam się w przystojnym Willu. Cóż poradzić, uwielbiam wszystkich męskich bohaterów wykreowanych przez Hoover, mimo iż są do siebie bardzo podobni. Nie będę rozpisywać się na jego temat, zresztą pewnie wiecie o co chodzi. Nadal urzeka mnie ten delikatny i nie winny romans. [SPOJLER!] Motyw romansu uczennicy z nauczycielem przewijał się w wielu pozycjach literackich i filmowych, ale zwykle zostawała ukazana dość spora różnica wieku. W tym przypadku, Will jest niewiele starszy od naszej bohaterki. Ich uczucie jest czyste i subtelne, nie zostają tu ukazane co rozdział sceny erotyczne. Dzięki temu książka ta wybija się na tle innych czytadeł Hoover. Nie wiem jak u was, ale ja bardzo często przerzucam strony podczas tych scen, za dużo jest takich samych! Koniec o ty, wiecie co najbardziej chwyciło mnie za serce podczas tej lektury, a kiedyś miałam to zupełnie gdzieś (proszę nie winić 14 latki, burza hormonów i te sprawy). Otóż to była przyjaźń! Tak, po latach zauważyłam to i doceniłam. Mowa tu o relacji młodszych braci głównych bohaterów, której było zdecydowanie za mało. Chłopcy już przy pierwszym spotkaniu byli pisani sobie, ten sam wiek i podobne przeżycia, przepis na sukces. Ich czasami dziwaczne pomysły rozbrajały mnie. [SPOJLER] Przebranie się za chore na raka płuca na Halloween było lekko makabryczne, ale miało w sobie szczyptę czarnego humoru, którego uwielbiam. W tamtym momencie wręcz żałowałam, że nie ma ich więcej. Książki Hoover nie tylko posiadają przyjemną fabułę, ale także lekki styl pisania. ,,Pułapkę uczuć” pochłonęłam w kilka godzin, fakt powieść objętościowo nie jest pokaźna, ale to dzięki porządnemu warsztatowi autorki udało mi się to. Co więcej, cytaty z piosenek (których oczywiście nie znałam) oraz wiersze wprowadzały dodatkowy wir emocji.

    Niestety, książka nie powtórzyła swojego wcześniejszego sukcesu. Prawdopodobnie jest to spowodowane tym, że na przestrzeni lat zmienił się mój gust oraz spojrzenie na pewne sprawy. Kiedyś wręcz chciałam utożsamiać się z Layken, a teraz momentami miałam ochotę jej mocno przyłożyć. Jak na 18 latkę po przejściach chwilami zachowywała się bardzo infantylnie. Nawet nie próbowała zrozumieć o co może chodzić jej sympatii, najlepiej pokrzyczeć i obrazić się. Jednym słowem: była irytująca. Wcześniej wspominałam, że wiersze wprowadzały dodatkowe emocje, czasami bardzo pozytywne, ale miejscami wręcz żenujące. Nie jestem specjalistą od liryki, ale część utworów była dość przeciętna. Rozumiem, że są one pisane przez niedoświadczone osoby, ale mogłyby być ciut bardziej dopracowane, aby zachować klimat powieści.

   Slammed” to pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów twórczości Colleen Hoover. Jest to ciepła i niewinna opowiastka o miłości dwojga skrzywdzonych przez los młodych ludzi. Spędzicie przy niej przyjemne letnie wieczory. Moja ocena 7/10!





P.S. Hej! Pamiętacie mnie jeszcze? Wracam do was, koniec tej dość długiej przerwy. Nie będę tłumaczyć się, dlaczego zaprzestałam wrzucać wpisy, zresztą nie to jest najważniejsze. Teraz trzymajcie za mnie kciuki abym z nowymi pomysłami i większą inspiracją została z wami 😊

Enjoy!


listopada 11, 2017

#15. Recenzja. Off-Campus.

#15. Recenzja. Off-Campus.


Tytuł: Układ, Błąd, Podbój, Cel
Autor: Elle Kennedy
Tłumaczenie: Anna Mackiewicz
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2016-2017
Liczba stron: 464,  376, 447, 427

 Rok szkolny w toku  więc co najlepiej czytać? Oczywiście, że książki ze szkołą w tle. Na serię „Off-Campus” natrafiłam jakiś czas temu i muszę przyznać, że mimo prostoty cykl autorstwa Elle Kennedy stał się jednym z moich ulubionych.  Z ogromnym niecierpliwieniem czekałam na zakończenie historii, a kiedy już wreszcie dostałam ostatni tom w ręce nie chciałam go czytać i żegnać się z bohaterami. Po ciężkiej walce z samą sobą, wzięłam się w garść i przeczytałam „Cel”.

  Seria „Off-Campus” opowiada historie czterech przyjaciół hokeistów. W każdym poszczególnym tomie poznajemy bliżej jednego z młodych sportowców. Garrett, Logan, Dean, Tucker tworzą zgraną paczkę przyjaciół. Wiele ich łączy, ale każdy z nich ma inną historię i priorytety. Kiedy poznają niepowtarzalne dziewczyny, ich życia zmieniają się w zawrotnym tempie. Już nie tylko alkohol, imprezy i sport są dla nich najważniejsze. Czy czwórka hokeistów znajdzie szczęście i spokój?

  Po cyklu książek autorstwa Elle Kennedy nie spodziewałam się zbyt wiele. Akademicki romans i tyle, niewymagające powieści na jeden raz. Dostałam to co chciałam i nawet jeszcze więcej. Jestem oniemiała, że tak prosta seria podbiła moje serce. Zaczynając czytać „Układ” wiedziała, że książki pani Elle są wręcz idealne dla mnie. Tak, wiem, te powieści są szablonowe i przewidywalne jak cholera, ale mimo wszystko bardzo dobrze bawiłam się czytając je. Jak nigdy ten lekko prostacki humor spodobał mi się.  Książki idealne na ciężki i smutny dzień, nie dobiją nas jeszcze bardziej. Zresztą historie zawarte w tej serii są tak proste, aż miło czytać. Nie musimy godzinami zastanawiać się o co chodzi w skomplikowanej fabule, wszystko jest klarownie wyjaśnione. Mimo, że miejscami poruszone są dość trudne tematy, autorka pisze o tym z ogromną lekkością. Dzięki temu suniemy po kartach historii oraz nie czujemy przytłoczenia. Ogólnie cała seria jest bardzo plastycznie wykreowana, każdy znajdzie coś ciekawego dla siebie. Co więcej, seria jest bardzo romantyczna, ale ma też ten pazur, który nie czyni z niej kolejnej przesłodzonego cyklu dla rozmarzonych nastolatek. Nie ma tu za wiele typowo cukierkowych scen, bohaterowie na każdym kroku w zabawnych sposób dogryzają, dokuczają sobie. I jak ich tu nie lubić? Są zupełnie normalni, jak my! Całkowicie przepadłam w „Off-Campus”.

  Nic nie jest idealne, niestety. Pierwsze czego bardzo nie lubię w tym cyklu, to to, że już skończyłam go czytać. Potrzebuję więcej!  Koniec z tymi żartami.  Czytając pierwszy tom byłam zachwycona, ale późniejszy „Błąd” był błędem. Książkę czytało mi się bardzo dobrze, zresztą jak wszystkie tej autorki, ale jakoś nie przemówiła do mnie. Była troszkę napisana na siłę. Na szczęście dalsze czytadła z tego cyklu były zdecydowanie lepsze!

  Cykl „Off- Campus” polecam każdemu, w szczególności młodym kobietom i fanom twórczości Colleen Hoover!  Spędzicie przy tej serii wspaniały, zabawny czas. Nie pożałujecie i czytajcie jak najprędzej. Moja ocena 8/10.



Enjoy!

listopada 09, 2017

Moje ulubione młodzieżówki.

Moje ulubione młodzieżówki.
 Zapewne większość z was zaczytywała się lub nadal zaczytuje się w książkach typowo dla młodzieży. Czasami możemy usłyszeć, że ktoś jest za stary na te książki, ale co z tego skoro literatura dla młodszych czytelników może być tak samo wartościowa i świetnie napisana. Zresztą książki młodzieżowe zwykle szybko się czyta więc są idealne dla zajętych osób. Co więcej, ciągłe premiery nowych powieści powodują, że zawsze jest w czym wybierać. Sama mam odwieczny problem co dziś przeczytać, więc często sięgam po różne książkowe zestawienia. Po wielu odwiedzonych witrynach doszłam do wniosku, że stworzę swoją listę ulubionych młodzieżówek, trochę już ich przeczytałam :)



Seria Dwór Cierni i Róż - jeden z największych bestsellerów ostatnich miesięcy. Chyba wszyscy czytali w tym też ja! Fenomenalna saga, tyle. Jestem po uszy zakochana w Rhysie, jedna z moich ulubionych postaci książkowych. Poza tym chyba każdy z nas zna baśń o Pięknej i Bestii, ta wersja jest zdecydowanie ciekawsza i mroczniejsza. Mamy tu nie tylko wątki miłosne, ale także świetnie rozwinięty motyw wojny. Polecam z całego serca!



Seria Buntowniczka z pustyni - saga idealna dla fanów Księgi tysiąca i jednej nocy. Pustynia, żar słońca, rozgrzewająca lektura na każdą porę roku panującą w naszym klimacie. Inteligentni, sprytni i silni bohaterowie podbiją wasze serca niczym moje. Więcej na ten temat znajdziecie w moich poprzednich recenzjach Buntowniczki z pustyni oraz Zdrajcy Tronu.



Seria Off-Campus - typowy, szablonowy i przewidywalny romans akademicki, ale mimo wszystko jedna z moich ulubionych serii książkowych. Dlaczego? Nie mam pojęcia co jest takiego w powieściach autorstwa Elle Kennedy, że czytałam je z zapartym tchem i miesiącami czekałam na następny tom. A teraz będąc po lekturze tego cyklu nie wiem co ze sobą zrobić. Jeśli jesteście fanami Hoover, polecam sięgnąć po te książki. Podobny klimat i dobra zabawa.



Seria Szeptem - już kiedyś pisałam, że moja przygoda z czytaniem zaczęła się właśnie od książek spod pióra pani Fitzpatrick. Patrząc z biegiem lat, saga ta nie jest czymś zupełnie niezwykłym i nowatorskim, ale mam ogromny sentyment do głównych postaci, szczególnie Patch'a. To właśnie dzięki "Szeptem" pokochałam literaturę i przepadłam na zawsze w książkach.



Maybe someday - znów Hoover, już kiedyś pisałam o twórczości tej pani, jeśli jeszcze nie czytałeś mojej opinii zapraszam na nią [link]. Praktycznie wszystkie książki tej autorki są w gruncie rzeczy takie same, ale ta w szczególności utkwiła mi w pamięci. Chętnie wracam do pewnych fragmentów, a nie zdarza mi się to często.

BONUS!

Większość z nas czyta literaturę młodzieżową więc także zaprosiłam wspaniałą Angelikę aby opowiedziała coś o swojej ulubionej książce dla młodzieży.



Miasto świętych i złodziei - wydarzenia odgrywające się w tej książce momentami są drastyczne, patrząc z punktu widzenia młodego człowieka niepojęte jest to, że szesnastoletnia dziewczyna mogła przejść w swoim życiu tak wiele. Jednak cała akcja została dokładnie przemyślana i idealnie pasuje do krajobrazów Kenii. Tu nie ma czasu na cofnięcia akcji, na jakikolwiek zastój- autorka po prostu popycha akcje do przodu, brnie równym tempem, nie zanudzając dzięki temu czytelnika. Osobiście bardzo lubię książki, których akcja jest osadzona w krajach Afryki. Ta książka wywarła na mnie ogromne wrażenie, dostarczyła wiele emocji i pozwoliła inaczej spojrzeć na to, co czują młodzi ludzie w krajach pogrążonych w wojnie. Momentami byłam wstrząśnięta opisami, lecz książka dzięki temu zyskała w moich oczach. Na pewno można wynieść z jej przeczytania wiele przydatnych wniosków


A jakie są wasze ulubione książki młodzieżowe? 

listopada 05, 2017

#14. Recenzja. It ends with us.

#14. Recenzja. It ends with us.

Tytuł: It ends with us
Autor: Colleen Hoovera
Tłumaczenie: Anna Gralak
Wydawnictwo: Otwarte
Rok Wydania: 2017
Liczba stron: 359


  Colleen, cudowna Colleen. Całkiem niedawno pojawił się wpis na moim blogu, gdzie tłumaczę dlaczego czytam książki tej autorki. Jeśli jeszcze nie zapoznałeś się z tym komentarzem, to zapraszam cię do krótkiej lektury. „It ends with us” jest najnowszą wydaną w Polsce powieścią Hoover.  Książka ta zgarnęła nagrodę za najlepszy romans – Goodreads Choice Awards 2016. Oczywiście, że musiałam ją przeczytać, nie ma przeproś.

  Lily po śmierci swojego ojca poznaje młodego i ambitnego neurochirurga Ryle’a. Początkowa fascynacja przeradza się w miłość. Idealna historia z idealnymi bohaterami. Ale czy na pewno? Życie Lilly i Ryle wcale nie jest takie perfekcyjne jak może się wydawać, nigdy nie wiadomo co dzieje się za zamkniętymi drzwiami.  Prawdę o pozornie kochającej się parze jest w stanie dostrzec Atlas, stary przyjaciel Lilly z przeszłości. Czy pomoże jej, tak jak ona jemu lata temu?


  „It ends with us” jest zupełnie inną książką Hoover. Nie jest to kolejna słodko-cukierkowa powieść dla romantyczek. Ta powieść zawiera historię, która niestety może przydarzyć się każdej kobiecie. Przemoc domowa jest zdecydowanie częstszym zjawiskiem niż może się nam wydawać. Colleen rozpoczyna powieść jak każdą inna. Wielka miłość, ale potem dzieje się coś zupełnie niespodziewanego. SPOJLER! Ryle po raz pierwszy uderza Lily. Hoover w swoich powieściach nigdy nie przedstawiała w ten sposób głównych bohaterów. Dana sytuacja powtarza się jeszcze kilkukrotnie.  Lily po pewnym czasie staje się moją bohaterką. Tak, chyba jeszcze nigdy nie zgadzałam się z wyborem dokonanym przez postać. Lily postanawia zakończyć ten toksyczny związek. Colleen tym sposobem pokazała jaka może być siła w jednej osobie. Wybrała własne szczęście i bezpieczeństwo, mimo wszelkich późniejszych starań jej partnera.  Uwielbiam wszystkie bohaterki książek Hoover, ale ta właśnie powinna być inspiracją dla wielu ludzi. Ale wiedzie co jest najtragiczniejsze w tym wszystkim? Kiedy skończyłam czytać zastanawiałam się dlaczego autorka tylu przesłodzonych romansów sięgnęła po taki temat i tak go zakończyła. Jak nigdy otworzyłam na na części tzw. od autora.  Colleen po części opowiedziała w tej książce historię swojej rodziny. Tak intymne wyznanie zasługuje na szacunek. Nie wiem czy każdy autor potrafiłby wpleć w fabułę powieści tak drastyczny kawałek swojego życia. Wielki szacunek! Nie będę skupiać się na resztach aspektów tej książki.

  Tu powinna być część w której wymieniam wady tej powieści, ale nie mogę. Wszystko jest spowodowane wyznaniami autorki na końcu dzieła. Powiem tyle, byłam na początku zakochana w Ryle, jak w każdym bohaterze wykreowanym przez tą pisarkę. Złamała mi serce całą tą historią.


  Zachęcam każdego do sięgnięcia po „It ends with us”, nie tylko ze względu na fabułę, ale także na osobista historię autorki. Uważam ,że powinno powstać więcej książek o takiej tematyce aby otworzyć ludziom na pewne sprawy oczy. Moja ocena 9/10.

listopada 02, 2017

#13. Recenzja. Seria Dwór cierni i róż.

#13. Recenzja. Seria Dwór cierni i róż.

Tytuł: Dwór cierni i róż, Dwór mgieł i furii, Dwór skrzydeł i zguby
Autor: Sarah J. Maas
Tłumaczenie: Jakub Radzimiśnki
Wydawnictwo: Uroboros
Rok wydania: 2016, 2017
Liczba stron: 524, 768, 846

 „Dwór cierni i róż” jest chyba obecnie jedną z najpopularniejszych serii młodzieżowych. Wydaję mi się, że wszystkie książki autorstwa Sarah J. Maas stają się bestsellerami. Jestem po lekturze jej dwóch sag, ale dziś wybrałam słynne "Dwory". UWAGA! Recenzja może zawierać spojlery, wszystko będzie zaznaczone, nie martwcie się :)

  Główną bohaterkę, Feyre poznajemy kiedy podczas zimy, wyrusza na polowanie, gdzie zabija ogromnego wilka. Niedługo po tym zdarzeniu do jej drzwi przybywa tajemniczy Fae, który żąda zadośćuczynienia za ten czyn. Wraz z bestią wyrusza do Prythian. Łowczyni rozpoczyna nowe fascynujące i niebezpieczne życie. Po wielu miesiącach spędzonych w towarzystwie Tamlina, poznaje charyzmatycznego Rhysanda, księcia Dworu Nocy. Po tym spotkaniu dotychczasowy los bohaterki zmienia się diametralnie. W między czasie toczy się walka o władzę w królestwach. Na Feyrę i jej towarzysza czeka pełno ciężkich decyzji i mrocznych wrogów. Jakich wyborów dokona młoda łowczyni? Czy w ostatecznym rozrachunku dobro zwycięży? 

  Kilka dni temu zakończyłam czytanie ostatniego jak dotychczas tomu tej serii. Powiem szczerze, jest to jedna z przyjemniejszych przygód książkowych w moim  życiu. A dlaczego? „Dwór cierni i róż” jest dużo mroczniejszą wersją baśni o Pięknej i Bestii. Jako mała dziewczynka uwielbiałam tą historię, dlatego pomysł na serię bardzo przypadł mi do gustu. Ponad to, książki są bardzo obszerne, ale mimo wszystko szybko czyta się je i można świetnie zrelaksować się. Ogólnie mówiąc, świat stworzony przez Maas jest fenomenalnie wykreowany. Wszystko jest znakomicie dopracowane oraz dopięte na ostatni guzik. Książki wciągają od pierwszej strony, momentami nie mogłam przestać czytać.  Przyznam bez bicia, najlepszym tomem dla mnie jest oczywiście, „Dwór mgieł i Furii”. Dlaczego. Przed państwem cudowny Rhys! Spojler! Czytając o pierwszym jego spotkaniu z Feyra, wiedziałam, że wszystko doprowadzi do tego, że będą razem. Mimo tej wielkiej Tamlina, ja już wtedy wiedziałam to J Dziwne byłby wprowadzać kolejnego księcia, który nie odegrałby znaczącej roli w życiu bohaterki. Tamlin już na początku irytował mnie, ale apogeum zaczęło się na początku drugiego tomu. Był zdecydowanie zbyt przewrażliwiony na punkcie Feyry, rozumiem bał się straty i bardzo ją kochał, ale ograniczanie jej nie miało sensu. Rhys jest za to zupełnie inny. Poznajemy go jako przemądrzałego księcia, ale z biegiem czasu dowiadujemy się, że mimo złych czynów, jest dobrym władcą. Był gotów poświęcić swoje życie za bezpieczeństwo najbliższych i poddanych. Zresztą wystarczy spojrzeć jak traktował Feyrę. Nie była tylko jego ozdobą, była towarzyszką, równą jemu. Nigdy jej nie ograniczał, liczył się z jej zdaniem i wspierał. Ideał wręcz! Spokojnie, mogę tak godzinami, ale dam już wam spokój. Powiem jeszcze, że jestem ogromną fanką okładek. Są cudowne i każda oddaje charakter danej książki.

  Pozachwycałam się, a teraz czas na marudzenie. Tak, ta seria nie jest idealna. Ogólnie pierwsza dwa tomy są zdecydowanie lepsze od ostatniego. Po pierwszym rozdziale wiedziałam jak zakończy się ta historia, z jednej strony cieszę się, że wszystko potoczyło się po mojej myśli, ale czegoś mi brakuje w tym wszystkim. Może jakiegoś wielkiego zaskoczenia, sama nie wiem do końca, ale pewnie wam też się to zdarza. Zresztą już nie chodzi tylko o zakończenie, „Dwór skrzydeł i zguby” jest po prostu przewidywalny. Zresztą nie tylko to mi przeszkadzało. Maas według mnie nigdy nie operuje jakimś wymagającym bądź wyrafinowanym słownictwem, ale to co jest w ACOTAR, kuło mnie w oczy. Nie będę mówić jakie wszystko wydaje się ubogie tam, troszkę za dużo do wymieniania. Powiem tyle, kochana autorko, nigdy więcej nie bierz się za sceny erotyczne. Rozumiem, że mamy tu wątki romantyczne, które warto rozwijać, ale nie w taki sposób. Te żenujące podteksty i kompromitujące motywy seksualne powodowały, że chciałam zostawić książkę i do niej nie wracać. Skończyło się tylko na przerzucaniu stron, nie mogłam przez to przebrnąć. Dawno przez powieść nie byłam tak zdegustowana jak tutaj. Podtrzymuję to, że jest to jedna z przyjemniejszych serii jakie przeczytałam, mimo swoich wad, ale przecież nic nie jest perfekcyjne.

  Seria autorstwa Sarah J. Maas jest godna polecenia wszystkim fanom typowych młodzieżówek. Wojna, miłość, intryga, każdy coś znajdzie dla siebie. Przyznam szczerze, że jeśli wyjdą inne książki z tego uniwersum, to na pewno je kupię i przeczytam. Moja ocen 8/10.



Enjoy!

października 31, 2017

Dlaczego czytam książki Colleen Hoover?

Dlaczego czytam książki Colleen Hoover?




 Colleen Hoover, fenomen pisarki książek dla młodych dziewczyn i kobiet. Chyba każda z nas natknęła się chociaż raz na jakąkolwiek powieść spod pióra tej autorki, a zapewne część podobnie jak ja czyta dzieła tej pani. Ale dlaczego tyle z nas sięga po taką literaturę, którą niemożna nazwać górnolotną. Sprawa jest bardzo prosta, dlaczego sięgamy po książki tego typu. Wszystko opowiem na swoim przykładzie jako wierniej i oddanej czytelniczce Hoover.

  Moja przygoda z twórczością tej pani rozpoczęła wraz z wydaniem słynnego już "Hopeless". Jako nastolatka (że niby teraz jestem baaaardzo dorosła) byłam zakochana w powieściach z głównym wątkiem miłosnym. Książki Hoover spełniały wszystkie warunki aby być w tamtym okresie najlepszymi pozycjami z jakimi miałam do czynienia. Przystojny chłopak, szara myszka oraz prawdziwe uczucie, czego więcej może potrzebować biedna 15 latka :) Może potrzebować więcej, a czego? Oczywiście, że dodatkowych szablonowych i przewidywalnych powieści o wspaniałej miłości. Uwierzcie, przeczytałam masę takich publikacji, raz lepszych, a raz gorszych. Mimo wszystko nadal chętnie sięgam po tego typu twórczość. I o dziwo, robię to z ogromną przyjemnością. 

  Powieści Hoover jak już mówiłam są bardzo szablonowe oraz przewidywalne, ale dzięki temu bardzo łatwo czyta się je. Nie muszę godzinami siedzieć i zastanawiać się dlatego tak a nie inaczej. Wszystko jest podane jak na tacy, wystarczy proste kawałeczki skleić w jedną całość. Idealne dzieła aby wyłączyć mózg i relaksować się.  Kolejne co bardzo lubię w czytadłach tej pani to główni męscy bohaterowie. Bruneci, blondyni, wysportowani, utalentowani i bogaci, jest w czym wybierać. Książkowe ucieleśnienie marzeń. Dziewczyny, która z nas czasami nie chciałaby mieć takiego Owen'a czy Ridge'a. Proszę tu nie kłamać! Ja wiem, że czasami taki obraz doskonałości przydałby się każdej z nas. Co więcej, styl tej autorki jest bardzo lekki. Wszystko czyta się bardzo płynnie i szybko. Dla jednych to wada, a dla mnie zdecydowanie ogromny plus. Nie po to sięgam po romanse żeby męczyć się, tylko po to aby wreszcie odpocząć. Zresztą potrzebuję czasami przeczytać, że coś się dobrze kończy.


Colleen tak samo jak większość pisarzy ma swoje wzloty i upadki. Ogromnym faux pas jest dla mnie "Never, never" w duecie z Tarryn Fisher. Pomysł na książkę jest bardzo oryginalny, ale co z tego jak wykonanie utrudnia czytanie. Nigdy tak nie męczyłam się z powieścią Hoover jak z tą. Czytałam i czytałam, jakoś w końcu przebrnęłam przez tą gafę, ale nigdy nikomu, nawet największemu wrogowi nie polecam czytania "Never, never".  Ponarzekałam sobie, więc pora na jakieś dobre słowa. Przeczytałam wszystkie obecnie wydane książki tej autorki i najcieplej wspominam "Maybe Someday". Chyba najciekawsze dzieło tej pani, nie pod względem fabularnym, ale postaci. Zwykle spotykam się ze zdrowymi, młodymi ludźmi, a Ridge jest głuchy. Jakie to miłe zaskoczenie, że nie jest on tak bardzo perfekcyjny (choć nadal jest mimo swoich problemów). Oczywiście zakończenie "Maybe Someday" jest takie jak powinno być. Żyli długo i szczęśliwie.

  Wszystkim fankom Hoover polecam także inne, może ciut podobne pozycje na długie wieczory spod pióra Elle Kennedy, czyli jej akademicka seria "Off-Campus". Jest dla mnie tak samo świetną pisarką jak Collen.

  A wy co sądzicie o tej pani? Czekam na wasze opinie :)



Enjoy!


Copyright © 2016 Wszystko i nic. , Blogger