października 15, 2017

10. Recenzja. Until November.

10. Recenzja. Until November.
 "Niebezpieczna i pełna intryg codzienność."


Tytuł: Until November
Autor: Aurora Rose Reynolds
Tłumaczenie: Olgierd Maj
Wydawnictwo: Editio red
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 247

 Jestem ogromną przeciwniczką czytania jednego gatunku książek, sama staram się nie ograniczać i co rusz sięgam po nowe, inne pozycje. Jako, że zaczął się rok szkolny, nie mam tyle czasu na studiowanie nowych lektur, postanowiłam znaleźć coś krótkiego i lekkiego na jesienne wieczory. W moje ręce wpadła pierwsza część cyklu "Until", autorstwa młodej Aurory Rose Reynolds. Przyznam się bez bicia, ale nigdy nie słyszałam o tej pisarce ani o samej sadzę. 

 "Until Novemver" opowiada o historii tytułowej November, która po natłoku tajemniczych i bolesnych zdarzeń w Nowym Jorku, postanawia wyjechać z miasta i odnaleźć spokój w rodzinnym miasteczku jej rodziców. Zostaje zatrudniona jako księgowa w klubie jej ojca, gdzie poznaje przystojnego Ashera. Początkowa niechęć do mężczyzny z czasem zmienia się w nieokiełznaną namiętność. Sielankowe życie zakochanej pary nie trwa długo, demony przeszłości powracają z dwojoną siłą.  Czy miłość November i Ashera przetrwa ten niszczycielski huragan?

 Zacznijmy od dobrych stron tej powieści, których niestety jest niewiele. Książkę czyta się bardzo szybko. Przebrnęłam przez nią w dwa wieczory, mimo natłoku obowiązków. Styl autorki jest bardzo lekki i przejrzysty. Miałam wrażenie, że przeczytam wszystko jednym tchem, mimo prostoty historii. Duży plus dla pisarki za zastosowanie narracji pierwszoosobowej (chyba doceniam ten aspekt w każdej powieści). Kolejne, co niezmiernie urzekło mnie w tej historii jest ogromna rola psa (tak, mam psa i jestem typową psiarą, wszędzie rozczulają mnie psy). Beast, jako prawdziwy, wierny pis przyjaciel nieraz wyciągnął z opresji bohaterów. Mogę godzinami pisać o wspaniałości psa, ale tym razem daruję sobie, tak, możecie dziękować :)

 Cóż, przed nami mniej miła strona powieści "Until November". Wspominałam już, że bardzo szybko przeczytałam tą książkę, dzięki językowi w niej zawartemu, ale także dzięki historii. Powieść ta jest według mnie nie rozwinięta. Mamy jakiś krótki wstęp, od razu akcja i koniec. Nic więcej, wszystko przeleciało jak piasek przez palce. Zero budowania napięcia, zero jakiegokolwiek wchodzenia w psychikę bohatera. Rozumiem, że miała być to lekka książka, ale żeby rezygnować z możliwości poznania i zrozumienia ruchów postaci to przesada. Kiedy wreszcie zaczynało się coś dziać, następował natychmiastowy koniec akcji. No i gdzie jest ta niebezpieczna i pełna intryg codzienność? Gdzie? Niestety, w ogóle nie wczułam się w tą fabułę, a bardzo chciałam.  Dawno nie spotkałam dzieła w którym tak bardzo drażnili mnie głowni bohaterowie. Nie będę się rozwodzić nad tym jak byli przewidywalni i szablonowi, powiem tyle: kolejna sierotka i jej wybawca, "super seksowny" samiec alfa. Chyba wiecie co jest dalej. Tak, milion nudnych scen seksu, a może ja już jestem wypaczona i nudzi mnie to.

 Reasumując, nie jest to najgorsza książka na świecie, ale także nie jest to majstersztyk powieści. Książka jest kierowana typowo do młodych kobiet i także im polecam tą historię. Na jesienny chłodny wieczór będzie w sam raz. Moja ocena 5/10.


Dziękuję Editio red za udostępnienie egzemplarza i możliwość przeczytania powieści.


września 17, 2017

Seriale, które warto nadrobić.

Seriale, które warto nadrobić.
Witam książkoholików!

Dzisiaj będzie coś innego, bo ile można o tych książkach gadać. Sorry, można o nich rozmawiać cały czas bez przerwy, ale trzeba przełamać tą monotonię panującą tutaj. Jak już mówiłam, dziś będzie ciut inaczej. Porozmawiamy sobie o godnych uwagi i czasu serialach. Mam wrażenie, że spora część naszego grona jest nie tylko uzależniona od książek, ale także od produkcji na szklanym ekranie. Uwaga, post nie będzie w żaden sposób poświęcony 13 Reasons Why, Riverdale ani Skam. Osobiście jestem ogromną fanką tych seriali, ale już każdy o nich słyszał i oglądał. Zestawienie jest w 100% subiektywne, jeśli znacie inne produkcje godne polecenia śmiało napiszcie o nich w komentarzu.
Miłej zabawy!


 Big Little Lies - spokojnie, dobrze napisałam. Dziś nie będzie o doskonale znanych nam Słodkich kłamstewkach. Pora na najlepszą obok Gry o Tron i Młodego Papież produkcję HBO. Wielkie kłamstewka to siedmioodcinkowa ekranizacja powieści o tym samym tytule autorstwa Liane Moriarty. Historia trzech matek, których pozornie idealne życie zmienia jedna skręcona kostka. Więcej nie muszę mówić, sami przekonajcie się, że warto. Zapomniałam wspomnieć, że w główne postacie wcielają się znakomite Nicole Kidman, Reese Witherspoon oraz Shailene Woodley. Jeśli jeszcze was nie przekonałam to powiem, że występuję tam Alexander Skarsgård. Jemu chyba już się nie oprzecie :)


House of Cards - Netflix, wszędzie Netflix, ale jakie byłoby nasze życie bez niego albo chociaż bez jego produkcji. Powiem szczerze, jak pierwszy raz usłyszałam o House of Cards podeszłam do tematu troszkę negatywnie, co mi się może spodobać w dramacie politycznym, zupełnie nie moje klimaty. A jednak, pilotażowy odcinek wszystko zmienił. W pierwszym czym się zakochałam był ruch kamery, a raczej jego brak. Jest to bardzo statyczny serial, ale dzięki temu ma swoją niepowtarzalną atmosferę. Akcenty ruchu tylko potęgują chłodny klimat intryg głównych bohaterów. Prócz tego mamy tu kopalnie doskonale przemyślanych dialogów i scen. W House of Cards nic nie jest przypadkowe. Dobór aktorów to strzał w 10! Nie wyobrażam sobie nikogo innego prócz Kevina Spacey i Robin Wright do zagrania tak wyrachowanej i zimnej pary.


The Crown - dziewczyny przyznajcie się która z nas nie chciała być królową albo chociaż  księżniczką. I mamy tu o dziwo nie na podstawie żadnej książki jak poprzednie pozycje historię, którą napisało życie. Mamy tu ukazane wydarzenia z młodych lat królowej Elżbiety II, wcale nie jest tak kolorowo jakby się mogło wydawać. Osobiście, zupełnie inaczej wyobrażałam sobie młodą monarchę, może jako bardziej spontaniczną osobę, a nie tak wyważoną. Jeśli sądzicie, że życie rodziny królewskiej jest usłane różami, to po obejrzeniu tego serialu zmienicie zdanie. Seans to także uczta dla oczu każdego estety. Każda lokalizacja oddaje charakter danej sceny i ogólnie panujący przepych w królewskim życiu. Polecam także każdemu fascynacie historii. 


Dr House - mimo tylu lat od zakończenia produkcji tego serialu nadal nabieram ochoty aby znów go w całości obejrzeć. Jeśli myślicie, że jest to  obraz przeznaczony tylko  dla osób zainteresowanych medycyną, to nie macie w ogóle racji. Mamy tu doskonale przedstawiony portret bohatera z bardo skomplikowana osobowością. Stwierdzenie mówiące, że Gregory House to Sherlock Holmes medycyny jest na pewno bardzo trafne. Każdy nowy odcinek niesie ze sobą kolejną zagadkę, której nikt prócz tytułowego doktora nie jest w stanie rozwiązać. Powalająca kreacja Hugha Laurie w mizantropa, gbura, cynika i samotnika na zawsze zostanie w sercach fanów oraz historii kinematografii.


Belfer - pierwszy i ostatni polski akcent na tej liście. Przyznam bez bicia, że nie należę do zwolenników polskich produkcji serialowych, ale Belfer to wyjątek. 10 odcinków, które obejrzałam w ciągu jednego dnia i nie żałuje. Mamy tu historię morderstwa młodej dziewczyny, którą rozwiązuje zwykły nauczyciel. Niby nic, ale jednak robi wrażenie. Uchwycony został także obraz małej polskiej miejscowości, która jest rządzona przez lokalnych biznesmenów. Oczywiście, nie mogło zabraknąć tu nieudolnych działań skorumpowanej policji. Nie możemy zapomnieć o plejadzie polskich aktorów na czele z Maciejem Stuhrem, których możemy tu spotkać.

BONUS!


Grey's Anatomy - medyczny tasiemiec, mający już 13 sezonów, a kolejne w produkcji. Z głównej pierwszej obsady zostało po tylu latach aż 4 postacie. Sezony ciągną się jak cholera, a ich zakończenia są na miane Mody na sukces, bo ile wybuchów, pożarów i katastrof może spotkać jeden szpital. Wiem, bardzo narzekam, ale chyba nigdy nie skończę Chirurgów oglądać. Ten serial milion razy złamał moje serce, ale i milion razy skleił je do kupy. Jako, że jestem na biochemie każda wiedza z zakresu anatomii jest na wagę złota, to oglądam dalej. Tak już z 10 lat. 


Nie myślcie, że zapomniałam o innych serialach wartych uwagi, ale ludzie ile można opisywać. Dorzucę jeszcze parę pozycji, które serdecznie wam polecam.

  • Gra o tron
  • Mr Robot 
  • Twin Peaks
  • How to get away with murder
  • Shameless
  • Channel zero
  • Stranger Things
  • Skins
  • Narcos
  • Lucyfer

Tak, to koniec. Mam nadzieję, że każdy z was znajdzie tu coś dla siebie. 


Enjoy!



sierpnia 23, 2017

#9. Recenzja. Przypadki Callie i Kaydena.

#9. Recenzja. Przypadki Callie i Kaydena.
"Czy jedna chwila może odmienić życie?" Zdecydowanie, tak!


Tytuł: Przypadki Callie i Kaydena
Autor: Jessica Sorensen
Tłumaczenie: Ewa Helińska
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2015
Ilość stron: 368 (wersja papierowa)

 Powiem szczerze, staram nie czytać tych samych książek parę razy, ale od każdej reguły przecież jest wyjątek. "Przypadki Callie i Kaydena" zostały przeze mnie pochłonięte dwa razy. Pierwsze czytanie miało miejsce zaraz po polskiej premierze powieści, już wtedy książka ta zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. W tym roku postanowiłam sięgnąć po kolejne tomy serii "The Coincidence" autorstwa Jessicy Sorensen, ale nie mogłam tak bez przypomnienia sobie treści pierwszego tomu. Zdecydowanie nie żałuję kolejnego podejścia!

 Callie i Kayden od urodzenia wychowują się w jednym małym miasteczku. On jest gwiazdą sportu w szkole, ona uchodzi za naczelną dziwaczkę i anorektyczkę. Kayden jest przystojny, ma piękna dziewczynę i wszystko czego zapragnie, z pozoru prowadzi wręcz idealne  życie. Callie ma tylko jednego przyjaciela, jest cichą, zamkniętą w sobie dziewczyną. Przez lata nie zauważali się, mieli oddzielne życia, plany. Każde z nich nosi w sobie wiele bólu i tajemnic. Jednej nocy, 4 miesiące przed wyjazdem na uniwersytet losy tych dwojga zejdą się. Ten wieczór zmieni ich życie o 180 stopni. Czy wspólnie małymi kroczkami pokonają demony przeszłości? Czy będą w stanie zaufać sobie wzajemnie?

  Nigdy nie płakałam przy książce, ale tu byłam blisko załamania. Naprawdę, "Przypadki Callie i Kaydena" doszczętnie zniszczyło mnie. Nadal nie wiem co mam o tej książce powiedzieć. Dawno, raczej nigdy żaden roman nie złamał tak mojego serca. Koniec, koniec tego płaszczenia się. Zacznijmy może od bohaterów, których nie da się nie lubić. Zostali wykreowani na zwykłych ludzi z ogromnymi problemami, ale mimo wszystko starają się wieść normalne, studenckie życie. Często narzekamy na główne postacie żeńskie, że są zbyt płytkie i denerwujące. Callie to zupełnie inna dziewczyna. Oczarowała mnie swoją niewinnością i delikatnością. Bardzo podobało mi się jej podejście do listy zadań. Oczywiście, że wykonywała je, ale spontanicznie, nie analizując za dużo, co zdarzało jej się w życiu. Jak każda kobieta zdecydowanie bardziej skupiłam się na bohaterach męskich, których mamy tu pod dostatkiem. Kayden, Luke, Seth, tylko wybierać między nimi. Zgadnijcie kogo pokochałam. Tak, każdego z nich, nie umiem między nimi wybrać. Kayden to bardzo smutny, aczkolwiek wspaniały chłopak. Wielkie zaskoczenie, nie był miękką kluseczką :)
Mimo wszystkich przykrych wydarzeń, trzymał łeb na karku. Jego pomysłowości czasami dobijała mnie. Jego plan z zawodami aby pobyć sam na sam z Callie był uroczy. Miałam ochotę przytulać go za wszystko co robił dla naszej bohaterki. Nigdy nie przekraczał granic, nie naciskał, wręcz ideał. To jeszcze nie koniec mojego rozwodzenia się nad chłopakami. Seth i Luke byli przyjaciółmi tytułowej pary. Szczerze, zazdroszczę im takich towarzyszy. Starali się być zawsze z nimi, pomagać, ale nigdy nie byli nachalni. Momentami ich wyrozumiałość była na wagę złota. Dodam jeszcze, że chłopcy byli bardzo zabawni, jak tu ich nie kochać. Nie tylko postacie są mocnym punktem tej powieści, mamy także fenomenalną narrację i styl autorki. Książka jest pisana z perspektywy Callie oraz Kaydena, co pozwala poznać nam dokładnie ich emocje i przemyślenia. Ogromny plus za tytuły rozdziałów, autorce należy się za to medal. Sposób pisania Jessicy trawił całkowicie w moje gusta. Był nowoczesny, ale bez niepotrzebnych udziwnień, które mogły zepsuć cały efekt. Dzięki temu wiem, że sięgnę po inne powieści spod pióra tej autorki. 

  Z ciężkim sercem, ale muszę powiedzieć to. Ta wręcz idealna lektura ma swoje nieliczne wady. Temat, oklepany jak cholera. Czytałam milion książek gdzie mamy bohaterów z problemami. Często mam dość tego, ale nie w tym przypadku. Kolejne co mnie bolało to zachowanie matki Kaydena. Wiedziała jakie okropne rzeczy dzieją się w jej domu, a mimo to nie reagowała, a nawet pozwalała na to wszystko. Kobieto, jak tak można? Jesteś na mojej czarnej liście. Ogólnie matki w tej powieści są denerwujące. Mama Callie według mnie stanowczo za dużo gadała, a nie słuchała córki. I tyle, nic więcej nie raziło mnie w oczy. Zaskoczeni? Ja tak.



 Dziewczyny, jeśli jeszcze nie czytałyście "Przypadków Callie i Kaydena" koniecznie sięgnijcie po nie własnie teraz. Nie ma co odkładać na później. Ostrzegam tylko, uzbroicie się w czas, herbatę i chusteczki. Sama przeczytałam tą książkę w jedną noc, a teraz chwytam po kolejne tomy tej serii. Moja ocena 9/10.

Enjoy!

sierpnia 19, 2017

Książki, które zawiodły mnie.

Książki, które zawiodły mnie.



Chyba każdy z nas na fali popularności jakiejś książki postanawia ją zakupić i przeczytać. Raz trafimy na świetną powieść, której fenomen jest nam całkowicie zrozumiały. Zdarzają się też przypadki, że dana książka dla nas to katorga i nieporozumienie, zastanawiamy się, dlaczego komuś może podobać się to działo. Ze mną jest tak samo, czasami trafiam na fenomenalne powieści, ale są przypadki ogromnego rozczarowania. Dziś nie mam zamiaru zachwycać się książkami, dziś będę wytkać im wszystkie irytujące rzeczy. Proszę, nie zabijajcie mnie, na liście może się znaleźć wiele uwielbianych książek przez was.

Szóstka wron - tak, to nie jest pomyłka. Jestem chyba jedyną osobą, której nie oczarowała historia Kaza i reszty wyrzutków. Fakt faktem, wydanie jest przecudowne, mogę patrzeć na książkę godzinami, ale wnętrze to dla mnie istna katastrofa. Pomysł był całkiem dobry, ale wykonanie zupełnie nie przypadło mi do gustu. Gubiłam się momentami przez ogromną ilość perspektyw i postaci, co za dużo to niezdrowo. Zakupiłam kolejny tom tej dylogii, ale nie wiem czy po niego sięgnę. 

Czas żniw - kolejne zaskoczenie, tak, nie lubię tej książki. Nigdy wcześniej nie czytałam powieści z Jasnowidzami, byłam bardzo zaintrygowana tematem, zresztą chyba każdy polecał The Bone Season. Ponad miesiąc czytałam Czas żniw, jeden z moich rekordów. Paige okropnie irytowała mnie swoim zachowaniem, nie mogłam przez nią czytać. Jedyną rzeczą ratującą dla mnie tą książkę jest Naczelnik, nic więcej. 

Zanim się pojawiłeś - pamiętacie zeszłoroczny bum na książkę i film? Wszyscy czytali i oglądali Me before you, to ja postanowiłam dowiedzieć się o co tyle szumu. Niestety, nadal nie wiem co ludzi zachwycało w tej powieści. Kolejna książka o chorobie i miłości jakich wiele. Will był dla mnie jak wrzód na dupie z tym podejściem, rozumiem, miał ciężkie życie, ale moje bardzo uprzykrzył. Zresztą nie trzeba czytać Zanim się pojawiłeś, tytuł drugiego tomu to ogromny, nietrafiony spojler.

Never never - ile to nie jest zachwytów nad twórczością Colleen Hoover, przyznam sama, że bardzo chętnie sięgam po książki tej autorki. Zwykle są napisane bardzo lekkim stylem, ale od tej reguły jest wyjątek.  Mówię to zupełnie poważnie, "Never never" to najgorsza pozycja spod pióra tej pisarki. A może nie jest to wina pani Hoover, tylko współtwórczyni Tarryn Fisher. Jakoś nie jestem oczarowana twórczością tej drugiej pani. Wracając do sprawy, dawno nie męczyłam się czytając tak książki. Chcę o niej zapomnieć.

The Call. Wezwanie - hit ostatnich miesięcy. Mam pewien problem z tą książką. Sama fabuła bardzo mi się podobała, wydawała się innowacyjna i fascynująca. Nie kłamię, naprawdę tak jest, ale jest jedna duża wada. Sposób narracji. Powieść opowiadana jest z trzeciej osoby, co w tym przypadku okropnie męczy. Nie mogłam się wciągnąć przez to w historię i momentami miałam ochotę rzucić nią o ścianę i zostawić na zawsze.

Dylogia Lato koloru wiśni - każdy się zachwyca tylko nie ja. Miałam otrzymać akademickie love story z świetnie wykreowanymi bohaterami, a co dostałam? Przeciętny romans z żenującymi tekstami, które miały być zabawne. Do tego główna bohaterka była wręcz nie do zniesienia, nigdy nie wiedziałam albo nie rozumiałam o co jej chodzi.

Art&Soul - milion pozytywnych opinii, a mnie jak zwykle coś przeszkadza. Od razu mówię, że nie uważam, że to jakaś zła książka. Warsztat Brittainy C. Cherry jest naprawdę dobry. Czytałam inną powieść tej autorki, "Kochając pana Danielsa", która o dziwno podobała mi się. W tym przypadku ani historia jakoś specjalnie mnie nie urzekła ani głowni bohaterowie. Miała być "bad girl", a była denerwująca kluseczka.

Chyba wy też macie wielkie rozczarowania książkowe. Jakie są powieści, które was zawiodły?


Enjoy!

sierpnia 16, 2017

#8. Recenzja. Tak sobie wyobrażałam śmierć.

#8. Recenzja. Tak sobie wyobrażałam śmierć.
"Przeszłość czasem spada na nas niczym ciemna zasłona. W takich chwilach możemy albo odwrócić się do światła, albo spróbować ją zerwać." 


Tytuł: Tak sobie wyobrażałam śmierć
Autor: Johanna Mo
Tłumaczenie: Alicja Rosenau
Wydawnictwo: Editio
Rok wydania: 2017
Ilość stron: 319

 Zapewne większość z was podobnie jak ja jest zafascynowana skandynawskimi kryminałami i powieściami sensacyjnymi. Po książkach Stiega Larssona i Camilii Läckberg przyszedł czas na lektury autorstwa Johanny Mo. Ostatnimi czasami miałam okazję zapoznać się z "Tak sobie wyobrażałam śmierć" spod pióra tej autorki. Wstyd, ale nigdy wcześniej nie słyszałam o takiej pisarce. Bardzo żałuję, że tak późno wzięłam się za czytanie powieści Johanny Mo.  

  Znakomita policjantka ze Sztokholmu, Helena Mobacke stara się pogodzić ze swojego syna Antona oraz ukochanego mężczyzny. Po rocznym urlopie postanawia wrócić do dawnego zawodu. W komendzie Sztokholm Południe zostaje liderką grupy dochodzeniowej, która ma rozwiązać zadatkową śmierć młodego chłopaka na stacji metra. Jedno jest pewnie, został wepchnięty pod pędzący pociąg. Helena nie mogąc poradzić sobie ze startą dziecka, nie potrafi skupić się na powierzonym zadaniu. Przesłonięta współczuciem dla rodziców ofiary przestaje na chłodno analizować fakty. A tymczasem, z dnia na dzień liczba ofiar sztokholmskiego metra rośnie. Czy wszystkie zabójstwa są powiązane? Czy jest tylko jeden morderca?

  Powieść "Tak sobie wyobrażałam śmierć", to wiele płaszczyznowe dzieło. Mamy tu pokazany obraz cierpiącej po stracie ukochanego dziecka matki. Huśtawka emocjonalna na której jest bohaterka została ukazana w bardzo intensywny i emocjonalny sposób. Nigdy nie możemy być pewni kiedy nastąpi przypływ bolesnych wspomnień, pojawiają się bez zapowiedzi. Obserwujemy tu walkę z demonami przeszłości. Historia Helen bardzo mnie poruszyła, dawno nie czytałam o tak rzeczywistym cierpieniu człowieka. Kolejny wspaniale dopracowany element tej powieści, to sprawa morderstw i całego dochodzenia. Może wypchanie ofiar pod pociągi nie jest niczym odkrywczym, ale nigdy nie spotkałam się z takim tematem w przeczytanych wcześniej przeze mnie tytułach. Motyw powiązania wszystkich zdarzeń i postaci jest bardzo intrygujący. Momentami każdy może być podejrzany o zabójstwa. Nie gubimy się w typowo dochodzeniowym młynie. Wszystkie podejmowane kroki przez ekipę policjantów są jasne i klarowne. Autorka także w bardzo dobry i przemyślany sposób wykreowała bohaterów. Każdy z nich jest zupełnie inną postacią i ma swoją nakreśloną rolę w powieści. Jedną z bardziej godnych podziwu osób jest właśnie Helena. Mimo swoich problemów stara się jak najszybciej rozwiązać zagadkę morderstw. Wiecie co najbardziej podobało mi się w całej książce? Akcenty polskie. Tak, Polacy odgrywają znaczącą rolę w całej sprawie. Dostarczają nam oni ogrom czystej ekscytacji. Wielkim zaskoczeniem jest możliwość poznania zdarzeń z perspektywy zarówno ofiar jak i oprawcy. Dzięki tym wszystkim znakomitym zabiegom książka wciąga, a strony same zmieniają się. 

  Niestety, dotarliśmy do tego miejsca. Ta fascynująca książka ma swoje wady. Najbardziej raził mnie sposób obrazowania danej sytuacji. Mamy tu przykład narracji trzecioosobowej,  osobiście preferuję zabieg z narracją pierwszoosobową. Ten sposób opowiadania miał uwydatnić perspektywy z jakich patrzą nasi bohaterowie. Możliwość śledzenia wszystkiego na bieżąco wydaję się bardzo kusząca, ale nie dla mnie. Na początku nie mogłam się wciągnąć w czytanie książki przez ten zabieg. Momentami miałam wrażenie, że siedzę wiele godzin nad powieścią, a strony stoją w miejscu. Na szczęście później wszystko zmieniło się i książka pochłonęła mnie bez reszty. Kolejne co niezmiernie kuło mnie w oczy to brak typowych rozdziałów. Lektura jest podzielona na dni i osoby, co czasami potrafiło wydłużyć dany wątek. Jestem zwolenniczką typowego podziału książki. Zawsze czytam rozdziałami, nie umiem inaczej. 


  "Tak sobie wyobrażałam śmierć" to trafiona w punkt lektura dla fanów gatunku i nie tylko. Książka zawiera w sobie wiele elementów z życia. Każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Mam nadzieję, że spodoba się wam równie bardzo jak mnie, a może nawet bardziej. Moja ocena 8/10.


 Dziękuję Editio Black za udostępnienie egzemplarza i możliwość zapoznania się z lekturą.



Enjoy!

sierpnia 13, 2017

#7. Recenzja. Jak powietrze.

#7. Recenzja. Jak powietrze.
"Zwykła dziewczyna, zwykły chłopak, niezwykła miłość"  Normalność jest niezwykła.




Tytuł: Jak powietrze
Autor: Agata Czykierda-Grabowska
Wydawnictwo: OMG Books
Rok wydania: 2016
Ilość stron: 512 (wersja papierowa)


Powieść Agaty Czykierdy-Grabowskiej, "Jak powietrze" chodziła za mną od swojej premiery. Przeszło rok zbierałam się do tej książki, a dlaczego? Odstraszały i zarazem intrygowały mnie słowa "Pierwsza polska powieść new adult". Często sięgam po ten gatunek literacki, łatwo czyta się oraz można na chwilę odskoczyć od rzeczywistości, ale w tym przypadku bardzo bałam się. Nie chciałam kolejnej takiej samej powieści o miłości, mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi.

 Oliwia wiedzie pozornie idealne życie. Ma przystojnego chłopaka, pieniądze i wielu przyjaciół. Jest w trakcie wymarzonych studiów. Dominik prowadzi całkowicie inne życie. Mieszka w małej kawalerce na warszawskiej Pradze, gdzie musi zajmować się swoim młodszym rodzeństwem - Hanią i Kacprem. W jego życiu nie ma miejsca na rozrywki i przyjemności. Jeden wypadek zmieni życie tych dwojga. Czy zderzenie dwóch całkowicie innych światów odmieni ich życie na lepsze? Czy da się żyć bez powietrza

 No i mamy kolejny romans. Ile już ich było? Za dużo? Na pewno nie! "Jak powietrze" to zdecydowanie dobre new adult, nic niezwykłego, ale mimo wszystko brak takich powieści w polskiej literaturze. Mamy tu do czynienia z lekką lekturą, idealną na gorące, wakacyjne wieczory. Styl autorki jest przyjemny, dzięki czemu, szybko czyta się. Co więcej, piątka dla pani Agaty za pierwsze spotkanie głównych bohaterów. Nie spotkałam się jeszcze z takimi okolicznościami zapoznania. Zwykle jest to klub, uczelnia, ale nie miejsce wypadku. Bardzo fajny pomysł. Moje serce skradli także ciepło wykreowani bohaterowie ukazani w zupełnie inny sposób niż w wielu powieściach tego typu. Nie mamy tu typowego bad boya i biednej sierotki losu. W "Jak powietrze" jest wszystko na odwrót. Zwykle spotykamy się z tym, że bohater męski wprowadza w wiele aspektów swoją wybrankę. Oliwia to dziewczyna, która jest dużo bardziej doświadczona w pewnych sprawach od Dominika. Super, że wreszcie kobieta chwyciła za stery i wiodła prym. Ogólnie wydaję mi się, że Oli jest bardzo porządną dziewczyną. Mimo pochodzenia nie patrzyła na sytuację w jakiej znajduje się Dominik krytycznie. Co najważniejsze, nie irytowała swoim zachowaniem, była zwyczajna, ale używała mózgu. Znajdziemy w tej powieści innych ciekawych bohaterów. Rodzeństwo Dominika - Hanię i Kacpra. Przyznam się bez bicia, ale nie jestem fanką dzieci, ale te zupełnie oczarowały mnie. Zwyczajne maluchy, które odnajdywały się z powodzeniem w swojej sytuacji. Nie stwarzały problemów jakich nie potrzeba. Medal dla Hani i Kacpra!

 Dotarliśmy do tej mniej przyjemniej części, nie martwcie się na zapas, nie będzie długa. Jak prawie każda książka ta też ma swoje wady. Wiecie co było najgorsze? Dominik, tak. Nie był złą postacią, świetnie radził sobie w zaistniałej sytuacji, ale był ciepłą kluseczką. Te jego wywody o miłości strasznie irytowały mnie, momentami chciałam zamknąć powieść. Na początku wydawało mnie się, że jego zachowanie jest słodkie, ale potem dostawałam białej gorączki. Oliwia też miała wiele takich przemyśleń, ale w jej przypadku nie denerwowały mnie tak bardzo. Nie mam pojęcia, dlaczego. Kolejne co przeszkadzało mi, to nierozwinięte wątki. Mowa tu o kwestii Dominika i jego koleżanki Pauliny. Podobnież mieli wspólną historię, ale co dokładnie? Mniej więcej było powiedziane, ale ja potrzebuję więcej, nie lubię niedopowiedzeń. Ten wątek za szybko został zakończony.



 Powieść "Jak powietrze" jest jak znalazł na letni wieczór bądź dwa. Zdecydowanie można odpocząć podczas lektury. Jeśli czytaliście i lubicie powieści Colleen Hoover oraz Elle Kennedy, koniecznie się sięgnijcie po książkę pani Agaty. Obiecuję, że miło spędzicie czas. Moja ocena 7/10.

Enjoy!

sierpnia 09, 2017

#6. Recenzja. Wojowniczka.

#6. Recenzja. Wojowniczka.
Co zrobiłabyś będąc wystawiona na aukcję?




Tytuł: Wojowniczka
Autor: Natasha Lucas
Ilość stron: 222 (PDF)



Zacznijmy od tego, że moja przygoda z gatunkiem jakim jest paranormal romance nie jest jakoś specjalnie długa. Kiedyś poczytywałam książki z tej kategorii, ale obecnie bardzo rzadko po nie sięgam, nie mam pojęcia, dlaczego? Skoro mamy wakacje postanowiłam zmienić swoje przyzwyczajenia i chwycić za jakąś powieść z tego gatunku. Padło na "Wojowniczkę" autorstwa Natashy Lucas. Powieść ta to debiut polskiej autorki.

 "Serena urodziła się i wychowała w zakładzie karnym dla najbardziej niebezpiecznych i agresywnych kobiet na Nowej Ziemi. Jej życie nie należy do niej,a teraz, po śmierci matki, łajdacki naczelnik więzienia zamierza wystawić dziewczynę na sprzedaż. Serena prawie poddaje się rozpaczy, kiedy nieoczekiwanie spotyka Jace'a, przedstawiciela siejącej grozę Rasy. Jest ogromny, niebezpieczny i niesamowicie gorący, a jego niezwykłe oczy sprawiają, że miękną jej kolana. Chcąc poczuć się panią własnego losu, Serena wpada na szalony i ryzykowny pomysł. Nie spodziewa się, że przystojny nieznajomy ma wobec niej własne plany..."


 Tym razem rozpoczniemy od złych stron powieści "Wojowniczka". Niestety, jest ich dość dużo. Co bardzo mnie irytowało to brak rozbudowanej fabuły. Jak na początku pomysł wydawał mi się bardzo dobry, to później ubolewałam nad zaprzepaszczonym potencjale tej książki. Przez pierwsze rozdziały mam zwartą akcję, dzieje się sporo i wszystko jest dokładnie wyjaśnione, a potem wielkie rozczarowanie. Wszystkie wydarzenia sprowadzają się do jednego. Tak, mamy tu przesadną liczbę scen erotycznych. Rozumiem, że to romance, ale bez przesady. Prawie każdy nowy rozdział to scena nudnawego seksu. Odnoszę wrażenie, że bardzo spłyca to relację między bohaterami. Niezależnie co robią, czy kłócą się, czy wyznają sobie miłość kończy się jednym. Ludzie, ile można. Kolejne co bardzo mnie irytowało podczas czytania to męski bohater. Jace, kolejny tajemniczy, przystojny, nudny jak flaki z olejem, seksowny książę na białym koniu. Schemat bogatego i pięknego mężczyzny ratującego małą sierotkę Marysię to klasyk, który na zawsze pozostanie w kanonie lektur z wątkiem romantycznym. I dobrze, niech będzie, ale proszę, nie w takim wydaniu. Jace, wielki przedstawiciel Rasy, samiec alfa był monotematyczny. Od razu pojmał swoją wybrankę serca i jedyne co od niej chciał to kontaktu seksualnego, nic więcej. Nieważne co robiła Serena w danym momencie i tak on sprowadzał wszystko do jednego. Co jeszcze bardzo mnie boli, to ta "wielka ucieczka" Sereny z więzienia. Cały przebieg akcji był zdecydowanie za szybki. Jace trochę postraszył naczelnika zakładu karnego, a jego wybranka od razu była wolna. Niby taki mocny zawodnik w swoim fachu, a ugiął się po dwóch zdaniach. Przykro mi, ale zawiodłam się. To nie koniec tego złego, przepraszam. Przyczepię się do głównej bohaterki, Sereny. Według mnie była zbyt naiwna. Poznała faceta w nocy i od razu, nie myśląc poszła z nim. Troszkę uderzyło to we mnie, bo na początku wydawała babką z głową na karku. Zawiodłam się.


 Doczekaliście się, wreszcie mamy dobre strony tej powieści, które zostały zdominowane przez aspekty negatywne. Pomysł był bardzo fajny oraz intrygujący. Nigdy nie czytałam książki z wątkiem sprzedaży kobiety, handlem ludźmi (wiem, że jest pewnie wiele takich książek, ale to było moje pierwsze spotkanie w literaturze z tym pomysłem). To było moje nowe doświadczenie literackie, chętnie sięgnę po więcej książek z takim motywem. Serena, główna bohaterka w gruncie rzeczy została odebrana przeze mnie pozytywnie. Urzekła mnie jej pomysłowość i niewinność. Inicjatywa z blizną i dodatkowe powiększanie jej było bardzo ciekawe. Dziewczyna z każdej strony próbowała walczyć ze swoim losem. Sytuacja życiowa  Sereny nie wynikała z jej złych decyzji popełnionych w przeszłości. Co jest bardzo na plus, główna bohaterka nie irytowała mnie. Dodam jeszcze, że styl pisania autorki jest bardzo przyjemny.

 Książka nie jest czymś wybitnym w literaturze. Powieść ta jest skierowana głównie do kobiet i dziewczyn, według mnie najlepiej powyżej 16 roku życia ze względu na dużą ilość erotyki. Sądzę, że fanki tego gatunku odnajdą "to coś' czego ja nie znalazłam w tej historii. Moja ocena 5/10.


Bardzo dziękuję autorce za możliwość poznania "Wojowniczki".


Enjoy!
Copyright © 2016 Wszystko i nic. , Blogger