"Pierwsza miłość na zawsze pozostaje w pamięci". Czy to na pewno prawda?
Tytuł: Lato koloru wiśni, Zima koloru turkusu
Autor: Carina Bartsch
Tłumaczenie: Emilia Kledzik
Wydawnictwo: Media Rodzina
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 492,454
"Lato koloru wiśni", rozchwytywane przez wszystkich akurat mnie musiało rozczarować. Nie mówię, że to zła seria, ale spodziewałam się czegoś lepszego. Nie jest to nic nadzwyczajnego, nowatorskiego, kolejna zwykła książka o miłości. Zauważyłam, że wiele osób zachwyca się humorem i sarkazmem w tych książkach. Osobiście miejscami byłam wręcz zażenowana sytuacjami i poziomem wypowiedzi bohaterów. "Boże,czy ten facet był pszczelarzem? Obstawiam, że tak, bo każde jego słowo działało jak miód na moje serce.", co to? Konkurs na najbardziej kompromitujący tekst, bardzo dziękuję za takie coś. Nie martwcie się, jest tego więcej. Co więcej, miałam chwile, że przez te dialogi, tekściki chciałam zakończyć przygodę z tą serią i nigdy nie wrócić do niej. Momentami miałam wrażenie, że postacie nie są dwudziestoparoletnimi osobami tylko dziećmi. Ich naiwność powodowała ból we mnie. Kolejnym ogromnym minusem jest wydanie. Okropna i odpychająca okładka. Wydawnictwa, dlaczego tak bardzo lubicie robić na złość okładkowym srokom? Dlaczego? Rozumiem, że okładka powinna nawiązywać do historii, ale bez przesady. Widziałam angielskie wydanie, które ma same kwiaty na oprawie i muszę powiedzieć, że zdecydowania bardziej wpasowuje się w moje gusta. I niech mi teraz nikt nie mówi, że nie ocenia się książki po okładce. Szata graficzna to bardzo ważny element, niekiedy niestety odstrasza jak w tym przypadku.
Okej, okej, nie będę taka zła i przestane was zniechęcać. Seria ma też swoją dobrą stronę. Historia Emely i Elyasa jest bardzo lekka i nieskomplikowana. Idealna na wakacje, kiedy potrzebujemy wytchnienia i tzw. odmóżdżenia się. Czyta się także bardzo szybko. Przebrnęłam przez dwa spore tomy w ciągu dwóch dni. Co jest także bardzo na plus to zwyczajność bohaterów i sytuacji. Miłym zaskoczeniem jest brak ckliwych historii o ojcach alkoholikach lub wyrodnych matkach. Mamy tu przykład banalnej kochającej się rodziny. Dylogia ta, to dobra odskocznia od powieści o trudnej, pełnej złośliwości losu miłości. Nie mamy tu problemów z uzależnieniami ani poważnymi chorobami. Wreszcie. Mam ochotę napisać do autorki i podziękować jej za to. Moim zdaniem wiele młodych dziewczyn czy kobiet może utożsamiać się z główną bohaterką. Zwyczajna osoba mająca swoje problemy, brzmi znajomo? Jak w poprzednim akapicie narzekałam na okładkę tu podziękuję wydawnictwu za czcionkę w książce. Nie za duża, nie za mała, dla mnie jest ona wręcz idealna. Bardzo ułatwia czytanie, nie musimy bawić się w ślepego kreta i szukać liter.
Enjoy!
Tytuł: Lato koloru wiśni, Zima koloru turkusu
Autor: Carina Bartsch
Tłumaczenie: Emilia Kledzik
Wydawnictwo: Media Rodzina
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 492,454
O dylogii "Lato koloru wiśni" słyszałam od dawna. Na innych blogach, instagramach widziałam wiele pozytywnych opinii o tej serii. Wiele osób także polecało mi te książki. Po wielu miesiącach skusiłam się na zakup i przeczytanie.
Serię autorstwa Cariny Bartsch możemy zaliczyć do typowego romansu akademickiego. Głównymi bohaterami jest dwójka studentów, Emely i Elyas. Oboje pochodzą z małego miasteczka i mają kochające się rodziny. Prowadzą zwyczajne studenckie życie w Berlinie aż do przyjazdu Alex, najlepszej przyjaciółki Emely, a także siostry Elyasa. Relacja bohaterów zmienia się na przestrzeni powieści, od nienawiści do nienawiści. Spokojnie, to tylko pewne etapy ich związku.
"Lato koloru wiśni", rozchwytywane przez wszystkich akurat mnie musiało rozczarować. Nie mówię, że to zła seria, ale spodziewałam się czegoś lepszego. Nie jest to nic nadzwyczajnego, nowatorskiego, kolejna zwykła książka o miłości. Zauważyłam, że wiele osób zachwyca się humorem i sarkazmem w tych książkach. Osobiście miejscami byłam wręcz zażenowana sytuacjami i poziomem wypowiedzi bohaterów. "Boże,czy ten facet był pszczelarzem? Obstawiam, że tak, bo każde jego słowo działało jak miód na moje serce.", co to? Konkurs na najbardziej kompromitujący tekst, bardzo dziękuję za takie coś. Nie martwcie się, jest tego więcej. Co więcej, miałam chwile, że przez te dialogi, tekściki chciałam zakończyć przygodę z tą serią i nigdy nie wrócić do niej. Momentami miałam wrażenie, że postacie nie są dwudziestoparoletnimi osobami tylko dziećmi. Ich naiwność powodowała ból we mnie. Kolejnym ogromnym minusem jest wydanie. Okropna i odpychająca okładka. Wydawnictwa, dlaczego tak bardzo lubicie robić na złość okładkowym srokom? Dlaczego? Rozumiem, że okładka powinna nawiązywać do historii, ale bez przesady. Widziałam angielskie wydanie, które ma same kwiaty na oprawie i muszę powiedzieć, że zdecydowania bardziej wpasowuje się w moje gusta. I niech mi teraz nikt nie mówi, że nie ocenia się książki po okładce. Szata graficzna to bardzo ważny element, niekiedy niestety odstrasza jak w tym przypadku.
Okej, okej, nie będę taka zła i przestane was zniechęcać. Seria ma też swoją dobrą stronę. Historia Emely i Elyasa jest bardzo lekka i nieskomplikowana. Idealna na wakacje, kiedy potrzebujemy wytchnienia i tzw. odmóżdżenia się. Czyta się także bardzo szybko. Przebrnęłam przez dwa spore tomy w ciągu dwóch dni. Co jest także bardzo na plus to zwyczajność bohaterów i sytuacji. Miłym zaskoczeniem jest brak ckliwych historii o ojcach alkoholikach lub wyrodnych matkach. Mamy tu przykład banalnej kochającej się rodziny. Dylogia ta, to dobra odskocznia od powieści o trudnej, pełnej złośliwości losu miłości. Nie mamy tu problemów z uzależnieniami ani poważnymi chorobami. Wreszcie. Mam ochotę napisać do autorki i podziękować jej za to. Moim zdaniem wiele młodych dziewczyn czy kobiet może utożsamiać się z główną bohaterką. Zwyczajna osoba mająca swoje problemy, brzmi znajomo? Jak w poprzednim akapicie narzekałam na okładkę tu podziękuję wydawnictwu za czcionkę w książce. Nie za duża, nie za mała, dla mnie jest ona wręcz idealna. Bardzo ułatwia czytanie, nie musimy bawić się w ślepego kreta i szukać liter.
Książki są dla mało wymagających osób. Moje oczekiwania były zbyt wygórowane, może jeśli nie słyszałabym tyle pozytywów dylogia spodobałaby mi się bardziej. Oczywiście, jeśli macie chęć i czas sięgnijcie po "Lato koloru wiśni", ale jeśli ja miałabym możliwość dokonać tego wyboru, postawiłabym na coś innego.Nie mówię, że to była najgorsza seria w moim życiu, ale też nie uważam, że najlepsza, zmieniająca moje postrzeganie świata. Moja ocena 5/10.
Enjoy!
