lipca 12, 2018

#23. Recenzja. Jak upolować pisarza?

#23. Recenzja. Jak upolować pisarza?


Tytuł: Jak upolować pisarza?
Autor: Sally Franson
Tłumaczenie: Joanna Dziubińska
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 384


  Czy wy także czasami potrzebujecie wytchnienia od cięższej literatury? Po długim maratonie fantastyki, kryminałów czy dramatów, miałam ogromną ochotę na coś lekkiego, niezobowiązującego. W moje ręce właśnie wpadła debiutancka powieść Sally Franson pt. ,,Jak upolować pisarza?’’. Sam tytuł za wiele mi nie mówił, ale reklama mówiąca, że jest to dzisiejsza wersja ,,Diabła ubierającego się u Prady’’, zmusiła mnie do poznania tej historii. Bo kto nie kocha tego filmu? 

  Casey mimo swojego wieku wiele osiągnęła. Jest dyrektorką kreatywną w agencji reklamowej, stała się specjalistą w swoim fachu, nie znajdziecie nigdzie lepszej. Skupiona w dążeniu do celu i walce o  osiągnięcia szczytu kariery jest zdolna do niemal wszystkiego. Kiedy otrzymuje kolejne zadanie od swojej szefowej bez wahania podejmuje się go i stara się wypełnić wszystko jak najlepiej. Tym razem Casey pozyskuje pisarzy do kampanii reklamowej, wszystko zapowiadało się dobrze, do czasu. Kiedy poznaje przystojnego Bena, pojawia się ogrom komplikacji. Czy świat reklamy i literatury mogą razem współgrać? Czy w tym wszystkim znajdzie się miejsce na uczucia?

  Zacznijmy od tego, że w ogóle nie zgadzam się ze słowami, iż nie polubimy od razu bohaterki! Może jestem dziwna, ale od pierwszych stron zakochałam się w Casey. Fakt, jest zapatrzona w siebie oraz pieniądze, jest impulsywna, ale także bardzo inteligentna i silna. Od zawsze wierzyła w siebie i dzięki temu stała się prawdziwą kobietą sukcesu. Mimo wszystkich swoich wad, jest bardzo dobrze wykreowaną bohaterką, przez co staje się bardzo ludzka. Każda z nas znajdzie coś w sobie z Casey! Nie tylko ona jest tu silną postacią żeńską, jej szefowa Celeste. Kobieta po przejściach, wyszła z największego bagna i sięgnęła gwiazd. Zawsze miała głowę na karku, była panią sytuacji. Mogłabym mówić o niej wiele dobrego, ale niestety nie mogę. Boli mnie jednak zakończenie z jej udziałem, zawiodłam się troszkę, ale nic wam nie zdradzę, sami przeczytajcie. Ta książka obfituje w bezkonkurencyjne kobiety. Najlepsza przyjaciółka głównej bohaterki jest warta kilku linijek. Susan jest aspirującą poetka, a także całkowitym przeciwieństwem Casey. Jest bardzo stanowcza, ma swoje zasady, których nie łamie i kieruje się nimi. Niezmiernie lubię takie zestawienia, nigdy nie jest nudno. Autorka nie tylko mam zdolność do kreacji bohaterów, ale także ma dobry warsztat. Książka jest napisana lekkim, nieskomplikowanym językiem. Co więcej, typowe dla dzisiejszego społeczeństwa kolokwializmy dodają uroku powieści. Nie myślcie sobie, że jest to taka zwyczajna, nic nie znacząca książeczka. Mamy w niej doskonale pokazany brutalny świat sławy i kariery. Pewne sytuacje ukazane w tej historii mogą wielu osobą otworzyć oczy. Miała być zwykła obyczajówka, ale daje zdecydowanie więcej.


  Jak większość książek, ta także ma swoją ciemną stronę. Najbardziej irytuję mnie brak rozwinięcia i poznania relacji Casey i Bena. Owszem, coś tam było, ale dla mnie to zdecydowanie za mało, zresztą okładka sugeruje nam rozwinięcie tego wątku. Spokojnie, to nie jest najgorsze! Początek książki jest okropnie nudny, nic się nie dzieje. A długie i smętne miejscami wywody Casey jeszcze potęgowały efekt znudzenia. Wiem, zachwycałam się tą postacią, ale czasami miałam jej dość. Rozumiem także, że to główna bohaterka i autorka skupiła się na niej, ale mogłaby poświęcić więcej uwagi męskim postaciom. Jak wiecie, należę do osób, które zwykle zachwycają się mężczyznami w powieściach. Tu mi właśnie zabrakło Bena, zapoznania się z jego historią i nim samym. Bardzo żałuję, że nie było go więcej. Prawie zapomniałam! Ta książka ma nietrafioną reklamę, w żadnym stopniu nie przypomina mi ,,Diabła ubierającego się u Prady’’. Przez to wszystko mój odbiór powieści był troszkę negatywny. Trzeba uważać na takie smaczki!

  ,,Jak upolować pisarza’’ jest pozycją dla kobiet, które potrzebują chwili wytchnienia i relaksu. Ale uważajcie, nie spodoba się ona każdemu. Moja ocena 7/10.


Dziękuję wydawnictwu Znak za przekazanie egzemplarza.

Enjoy!

lipca 10, 2018

#22. Recenzja. Julka.

#22. Recenzja. Julka.



Tytuł: Julka
Autor: M. Sinners
Wydawnictwo: Novae res
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 236


  Wakacje to piękny czas, możemy się lenić, spać i czytać do woli. Czego chcieć więcej? A książek! Dokładniej książek pasujących do klimatu tego ciepłego okresu. W wakacje wolę czytać  lekkie lektury, pogoda jest tak piękna, że najlepiej czyta mi się mało wymagające lektury, na nie jest inna pora. W moje ręce właśnie wpadła ,,Julka’’. Szczerze, nigdy nie słyszałam o tej pozycji, a nawet o samym autorze.

  Marcin jest zwykłym dziewiętnastoletnim chłopakiem, prócz tego, że jego życie zostało starannie dopracowane. Idąc w ślady ojca, studiuje medycynę i robi wszystko pod jego dyktando. Aż do pewnego feralnego dnia, kiedy Marcin postanawia rzucić wszystko i zmienić swoje życie. Wkracza w mafijny świat, pełen narkotyków, pieniędzy i kobiet. Z grzecznego chłopaka staje się bezwzględnym gangsterem. Kiedy osiąga szczyt swojej nielegalnej kariery, na jego drodze pojawiają się dwie dziewczyny. Czy zmienią jego życie? Czy Marcin zmieni swoje życie?

  Lekka książka na wakacje? ,,Julka’’ jest zdecydowanie taką pozycją. Nie mamy tu skomplikowanej fabuły, nad którą musielibyśmy się głowić godzinami. Wszystko jest tu prosto i klarownie przedstawione. Jedni uznają to za wadę, ale dla mnie w takim momencie jest to zaleta. Potrzebowałam niezobowiązującej powieści i taką dostałam. Pamiętacie jak kilka lat temu szczyty popularności osiągnęły amatorskie opowiadania i fanfiction? Sama czytałam kilka, a ta książka w dużym stopniu przypomina te historie. Miły krok kilka lat wstecz, choć teraz nie rozumiem co w nich widziałam, to czasami jest dobrze sięgnąć po coś co przypomni nam stare dzieje. Co jest także zaskakujące w tej książce? Wreszcie nie spotkałam irytujących do granic możliwości bohaterów! Wreszcie nie musiałam czytać wywodów skrzywdzonej przez los dziewczyny. Narratorem tym razem jest chłopak, ciekawie jest czasami poznać spojrzenie drugiej strony! Plusem jest także sam styl, prosty język, dzięki któremu w bardzo szybkim tempie przebrniemy przez lekturę.

  Myśleliście, że będę tylko zachwycać się ,,Julką’’? Otóż nie, książka ma wady, wiele wad. Najbardziej boli mnie prędkość akcji. Oczywiście, że nie lubię jak coś się wlecze niczym żółw, ale bez przesady. Marcin z dobrego chłopaka w ciągu dwóch dni staje się niebezpiecznym gangsterem. Kiedy w danej lekturze pojawia się motyw przemiany, oczekuję zawsze dokładnego opisu zmiany bohatera, chcę poznać jego myśli i jego samego. Tutaj nic takiego nie było, wszystko w ciągu kilku godzin zmieniło się. Ogólnie cała historia gna jak cholera, w ciągu tych 200 stron działo się więcej niż w ogromnych tomiszczach. Natłok i prędkość zmieniania się wątków bardzo negatywnie wpływa na odbiór tej powieści. Rozumiem, że to fikcja, ale nie mówimy tu o szeroko pojętym fantasy, tylko o zwykłej młodzieżówce. Troszkę realizmu i byłoby zdecydowanie lepiej.

  ,,Julka’’ to powieść skierowana zdecydowanie do nastolatków, dojrzalszemu czytelnikowi może wydawać się błaha i plaska. Zdecydowanie trafi w gusta młodej czytelniczki, która dopiero wchodzi w świat lektur tego typu. Moja ocena 6/10.

Dziękuję wydawnictwu Novae Res za udostępnienie egzemplarza!



Enjoy!

lipca 08, 2018

#21. Recenzja. Mainstream

#21. Recenzja. Mainstream


Tytuł: Mainstream
Autor: Miroslav Pech
Tłumaczenie: Mirosław Śmigielski
Wydawnictwo: Stara Szkoła
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 182


 Może to dziwne, ale uwielbiam horrory i wszystkie książki o krwawej i brutalnej tematyce. Wiem, że trochę to zaskakujące bo zawsze piszę tu o młodzieżówkach bądź o obyczajówkach, ale czasami lubię sięgnąć po coś mocnego, miejscami drastycznego i mrocznego. Tym razem w moje ręce wpadła powieść czeskiego pisarza  Miroslava Pecha. ,,Mainstream’’ to moje pierwsze spotkanie z tym autorem oraz z czeską literaturą.

  Maciej jest kochającym mężem oraz młodym ojcem. Jest także początkującym pisarzem, który swój debiut ma już za sobą. Wiedzie spokojne i nudne życie, do czasu. Pewnego dnia otrzymuje e-mail z nagimi zdjęciami swojej żony. Zwykła wiadomość zmienia dotychczasowe życie rodziny, nic już nie będzie jak kiedyś.

  Powiem otwarcie, mam pewien problem z tą powieścią. Pierwsze 100 stron to była dla mnie katorga. Ni nie działo się, sama nuda. Wiem, że horror rządzi się swoimi zasadami, budowanie powolnego napięcia, wciąganie odbiorcy, ale miejscami zasypiałam. Ponad to autor ma bardzo dziwny sposób prowadzenia historii. Nie mogłam wciągnąć się, z każdą stroną było coraz gorzej, a denne dialogi zabijały mnie. A wiecie co było najgorsze? Bardzo słabo wykreowani bohaterowie, wręcz płascy i miejscami denerwujący. Momentami miałam ochotę rzucić powieścią o ścianę i nie czytać jej, aż do czasu.

  W połowie wszystko zmieniło się, jakbym czytała coś zupełnie innego. Akcja nabrała tempa i wreszcie poczułam, że czytam horror. Nawet styl autora był inny, dużo bardziej skupił się na opisach, które były wręcz fenomenalne. Brutalne sceny zostały w bardzo dosadny i rzeczywisty sposób przedstawione, uczta dla fanów gatunku. Miejscami odczuwałam ogromny niepokój, ta książka naprawdę działa na czytelnika. Będę spać ze światłem od teraz 😊  Co jest najlepsze, nic nie jest tu oczywiste i przewidywalne. Nigdy nie wiemy co zrobi dany bohater, bardzo lubię takie rzeczy, ta niepewność jest piorunująca. A zakończenie to istna miazga, historia zakończona w połowie zdania. Świetny zabieg, czytelnik sam może dokończyć opowieść. Okładka także robi wrażenie, jej minimalizm wręcz hipnotyzuje, a małe kolorystyczne akcenty wprowadzają zaciekawienie.

  ,,Mainstream’’ to powieść dość brutalna, dla czytelników o mocnych nerwach. Książka jest przeznaczona dla dojrzalszego odbiorcy, radzę nie pokazywać jej młodszym fanom literatury! Jeśli lubisz ten gatunek, sięgnij jak najszybciej po ,,Mainstream’’, spędzisz z nią zaskakujący czas. Moja ocena 7/10.

Dziękuję wydawnictwu Stara Szkoła za udostępnienie egzemplarza.


Enjoy!

lipca 04, 2018

#20. Recenzja. Nieprzekraczalna granica.

#20. Recenzja. Nieprzekraczalna granica.


Tytuł: Nieprzekraczalna granica
Autor: Colleen Hoover
Tłumaczenie: Jarosław Mikos
Wydawnictwo: YA
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 298


 Hoover, Hoover, Hoover, dawno nic o niej nie było 😊 Wybaczcie, ale to jedna z moich ulubionych autorek i na razie nie planuję przestać zachwycać się jej twórczością. Tym razem na tapetę biorę drugi tom jej debiutanckiej trylogii, czyli ,,Nieprzekraczalna granica’’. Miejmy nadzieję, że będzie równie ciepłą powieścią jak ,,Pułapka uczuć’’.

  Layken i Will po traumatycznych przeżyciach musieli podnieść się i żyć dalej. Oboje podjęli się odpowiedzialnej roli jako zastępczy rodzice dla swoich młodszych braci. Ich miłość z każdym dniem staje się silniejsza, wszystko może wydawać się idealne, do czasu. Na drodze Willa pojawia się jego dawna dziewczyna, która usilnie próbuje zniszczyć jego relację z Lake. Czy mimo zazdrości i kłamstw ich uczucie przetrwa tą próbę?

,,Czasami dwie osoby muszą się rozstać, aby sobie uświadomić, jak bardzo siebie potrzebują.''

  Wiem, że czekaliście na mój kolejny monolog na temat cudownej powieści Hoover. Tak będzie i tym razem. Pewnie nikogo nie zdziwi to, że jeszcze bardziej jestem zakochana w Willu. Chłopak ideał, świetny ojciec, brat, a do tego poeta. Czego chcieć więcej? Dobra, koniec, nie będę znów gadać jaki jest wspaniały. Nie tylko on jest świetną postacią w tej trylogii. Moimi ulubieńcami stali się Kel oraz Caulder. Przyjemnie było czytać o ich pomysłach, ale także pierwszych miłościach. Ich wątek jest dla mnie przeuroczy, a zwykle dzieci w ich wieku bardzo mnie irytują (taaak, bo jestem przecież taka dorosła). Chętnie dostałabym cały tom poświęcony chłopcom. Co więcej, w tym tomie poznajemy bliską przyjaciółkę jedenastolatków, Kiersten. Dziewczynka wykazywała się ogromną inteligencją i zaangażowaniem w powierzone jej sprawy. Jak nigdy kreacja dzieciaków przypadła mi bardziej do gustu niż głównych bohaterów. Wróćmy do samej Hoover. Jej styl jak zawsze jest nienaganny, bardzo dobrze dopasowany do tematyki powieści. I co najważniejsze, nie wysila się na denne sceny łóżkowe, które czasami przeszkadzają a wręcz psują w odbiorze historii. Prawie zapomniała, tytuł ma świetne uzasadnienie w powieści, bardzo pomysłowe.

  To chyba jakieś fatum, kolejna kontynuacja gorsza od swojej poprzedniczki. Nie mówię, że ,,Point of retreat’’ jest złą książką, ale nie dorównuje poziomem ,,Slammed’’. Zacznijmy od Lake. Wcześniej denerwowała mnie miejscami, ale teraz dostawałam przez nią białej gorączki. Była jeszcze bardziej marudna i infantylna. Nie dała sobie nic przetłumaczyć, od razu osądziła Willa i uważała się za największą ofiarę. Jak na dziewczynę w takiej sytuacji powinna wykazywać się większą wyrozumiałością i odpowiedzialnością. Ale to nie jest najgorsze, książka jest do bólu przewidywalna. Wiem, że 70% takich powieści jest wszystko łatwo wydedukować, ale nie przesadzajmy. Już po kilku rozdziałach wiedziałam jak wszystko zakończy się. [SPOJLER] Tak, mamy tu wręcz śmiertelny wypadek, cudowne ozdrowienie oraz wielki happy end zwieńczony oświadczynami. Myślałam, że pani Hoover jest choć trochę bardziej kreatywna i wymyśli coś innego, te motywy są przerabiane w większości opowieściach tego typu. Zawiodłam się i to bardzo.

  ,,Nieprzekraczalna granica’’ to ciepła opowieść, świetna dla wszystkich fanek twórczości Colleen Hoover. Mimo swoich wad spędzicie z nią przyjemny czas. Moja ocena 6/10.

lipca 02, 2018

Książkowe serie, które chcę przeczytać.

Książkowe serie, które chcę przeczytać.

Książkowe serie, ile to ja ich już nie zaczęłam czytać. Szklany tron, Harry Potter, seria z Chyłką i wiele, wiele więcej. Oczywiście za mało mi i muszę rozpocząć kolejne sagi a potem narzekać, że nie mam czasu ich skończyć. Co mi szkodzi, może ten post w jakiś sposób zmotywuje mnie do zapoznania się chociaż z pierwszymi tomami. Proszę, nie zabijajcie mnie, wiele z nich sami pewnie doskonale znacie, a ja wciąż jestem w szarym lesie z ich lekturą. A może sami macie listę serii do przeczytania? Czekam na wasze pozycje 😉

 Kruczy cykl – wiele słyszałam o tej serii, wiele dobrego oraz wiele złego. Aż w końcu, rok temu postanowiłam zakupić cały cykl. Od tego czasu stoi na półce i kurzy się. Jakoś nigdy nie mogłam zmotywować się do lektury, książki nie są jakoś specjalnie wielkie i jest ich tylko cztery. Objętościowo to najmniejsza pozycja na tej liście.

 Cykl Millenium – wręcz klasyk skandynawskiej literatury. Całość oczywiście stoi gdzieś od ponad roku na półce i świetnie wygląda. Obejrzałam filmy, które wywarły na mnie ogromne wrażenie, a podobnież książki są jeszcze lepsze. Jedyne co mnie odrzuca to wielkość książek, cegły, którymi można by spokojnie zabić kogoś.



 Cykl Metro – trochę skłamałam na wstępie, Metro 2033 przeczytałam jakieś 3 lata temu, było to moje pierwsze spotkanie z literaturą rosyjską oraz nigdy wcześniej nie sięgałam po taką tematykę. Książka jak mało która była bardzo dopracowana i przemyślana, ale wiem, aby sięgnąć po kolejne tomy muszę powrócić do pierwszego. Miejmy nadzieję, że cala seria jest tak dobra jak jej rozpoczęcie.

Wiedźmin - jedna z najbardziej znanych i wychwalanych polskich serii. Jest mi strasznie wstyd, że jeszcze nie sięgnęłam po pierwszy tom tej historii. Z każdej strony jest tyle zachęcających opinii, a ja nadal nie przeczytałam nic, a nic. Staram się zmotywować do lektury przez serial Netflixa na podstawie tej sagi. Trzymajcie za mnie mocno kciuki!




 Saga Pieśni lodu i ognia – znów kłamstwo, przeczytałam Grę o tron oraz obejrzałam 2 sezony serialu, ale to nie zastąpi mi lektury. Szczerze mówiąc, w ogóle nie wciągnęłam się w serial, a książka bardzo podobała mi się, mimo swoich ogromnych rozmiarów. Nie wiem kiedy przeczytam te wszystkie tomy, ale wstydem byłoby nie znać historii z Westeros.





Enjoy!

czerwca 30, 2018

#19. Recenzja. Until Trevor.

#19. Recenzja. Until Trevor.


Tytuł: Until Trevor
Autor: Aurora Rose Reynolds
Tłumaczenie: Olgierd Maj
Wydawnictwo: Editio
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 240


 Romanse, erotyki, obyczajówki zalewają nas z każdej strony. Gdzie nie spojrzeć, na półkach w księgarniach, stronach internetowych czy Instagramach pojawiają się informacje o nowościach z tych gatunków. Wiele osób, głownie kobiety decyduje się na zakup takiej książki, ja także należę do tej grupy. Czasami dobrze jest przeczytać ten wyśniony i ckliwy romans czy rozpalający do czerwoności erotyk. Tym razem sięgnęłam po kolejną powieść autorstwa Aurory Rose Reynolds, czyli ,,Until Trevor”.  

 Liz nigdy nie miała łatwo w życiu. Straciła ojca, rzucił ją wyśniony mężczyzna, okradł ją jej własny brat. Kiedy dziewczyna stara się podnieść na równe nogi do jej życia powraca brązowooki Trevor. Jest władczy, pewny siebie i chce mieć Liz tylko dla siebie. Jego upartość i ciężka praca opłaciły się. Liz i Trevor wiodą życie jak z bajki, szczęśliwi i zakochani. Ten piękny stan nie trwa długo, niespodziewanie błędy popełnione przez brata dziewczyny odbijają się na niej z zdwojoną siłą.

 Wreszcie piszę o drugim tomie serii ,,Until’’, trochę mi z tym zeszło, ale to nie jest najważniejsze. ,,Until Trevor’’ jak swoja poprzedniczka urzeka prostotą języka. Autorka nie idzie na wyżyny konstrukcji językowych, stosuje proste, codzienne zwroty. Ten zabieg bardzo ułatwia i przyspiesza czytanie. ,,Until Trevor’’ pochłonęłam w zaledwie kilka godzin, czytadło w sam raz na jeden, letni wieczór. Nie wymagająca lektura, dobra na chwile odcięcia się od świata zewnętrznego. Znajdziemy w niej wątek oszustwa i tajemnicy, który był dla mnie najciekawszym elementem tomu. Kiedy dowiadujemy się co zrobił brat Liz czekamy tylko na dalszy rozwój sytuacji. Cały czas zastanawiałam się dlaczego zrobił tak a nie inaczej. Byłam bardzo zaintrygowana samą postacią Toma, na moje nieszczęście nie otrzymałam jej za wiele Prawie zapomniałam, w tym tomie jest zdecydowanie mniej szablonowych scen erotycznych. Jak dla mnie bardzo na plus!

 Już zaczęłam narzekać w poprzednim akapicie i nadal nie jest mi mało. W recenzji poprzedniego tomu pojawiło się wiele negatywów na temat powieści, w tym przypadku będzie jeszcze więcej! ,,Until Trevor’’ jest zdecydowanie gorszym elementem sagi od ,,Until November”. Akcja tak samo gnała jak wcześniej, a miejscami miałam wrażenie, że autorka ścigała się sama ze sobą. W jednym momencie mamy wielką kłótnie, zero jakiegokolwiek myślenia o związku, a za kilka stron oświadczyny. Rozumiem, że książka jest dość niewielkich rozmiarów, ale przez ten maraton wiele straciliśmy. Uwielbiam w powieściach powolne poznawanie bohaterów i ich psychiki, a tu tego nie było. Nawet nie wiem w którym momencie doszli do wniosku, że to jest to uczucie. A może to i lepiej, że wszystko tak pędziło, mniej czasu z tymi irytującymi bohaterami. To już jest jakaś tradycja, że w książkach główne bohaterki są irytujące. Liz prócz tego jest okropnie infantylna, na wszystko reaguje płaczem bądź histerią. Autorka chciała ją przedstawić jako młodą, nieśmiałą i niedoświadczoną kobietę, ale wyszło zupełnie coś innego. Dostaliśmy niestabilną emocjonalnie nastolatkę. Spokojnie, są jeszcze gorsi od Liz. Zwykle znajduję pozytywne cechy w męskich bohaterach i nie narzekam na nich, ale tu nie mogę przepuścić. Trevor jest dla mnie najgorzej wykreowaną męską postacią. Jego zaborczość i władczość miały być seksowne, a stały się wręcz odpychające. Momentami miałam wrażenie, że mimo swojej ,,wielkiej’’ miłości do Liz w ogóle jej nie szanował i nie liczył się z jej zdaniem. Ale może to nic dziwnego, może bez tego nasza bohaterka zginęłaby już w pierwszym rozdziale. Patrząc na to w tym momencie, żałuję, że nie stało się to. Szczerze mówiąc męczyłam się przed te 200 stron. Jak wspominałam, autorka ma bardzo przyjemny styl, ale za kreacje bohaterów i rozwój wydarzeń powinna dostać karę!



 ,,Until Trevor’’ nie jest lekturą fenomenalną, nie jest nawet dobrą według mnie, ale jeśli zakochaliście się w ,,Until November’’ to na pewno spędzicie z nią przyjemny czas. Jeśli macie inne książki na liście do przeczytania to bierzcie się za nie, ta może jeszcze dłuuuuugo poczekać. Moja ocena 3/10.

Dziękuję wydawnictwu Editio za udostępnienie egzemplarza.

Enjoy!

czerwca 26, 2018

#18. Recenzja. Duchy rebelii.

#18. Recenzja. Duchy rebelii.

Piasek pustyni wypełnia jej duszę.


Tytuł: Duchy rebelii
Autor: Alwyn Hamilton
Tłumaczenie: Agnieszka Kalus
Wydawnictwo: Czwarta strona
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 496


  Prawie rok temu ,,Buntowniczka z pustyni’’ skradła serca milionów czytelników na świecie, także moim zawładnęła. ,,Zdrajca tronu’’ tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że książki Alwyn Hamilton na zawsze wpiszą się w kanon literatury młodzieżowej. Po roku czekania dostaliśmy ostatni tom trylogii o Niebieskookiej Bandytce, czyli ,,Duchy rebelii’’. Czy zakończenie utrzymało dawny, wysoki poziom czy wręcz odwrotnie?

  Amani w dniu swojej ucieczki nie sądziła, że spotka ją taki los. Nie przepuszczała, że stanie się przywódcą rewolucjonistów. Mając tylko rewolwer i wiernych towarzyszów musi stawić czoła potężnemu Sułtanowi. Dziewczyna z całych sił pragnie ochronić rebeliantów i zwykły lud, ale czasami odnosi wrażenie, że prowadzi ich tylko na zwykłą śmierć.

  Wreszcie! Ten rok był bardzo długi. Rzadko kiedy jakaś seria książek tak zawładnie moim sercem, ale trylogia pani Alwyn zrobiła to. Po tylu miesiącach oczekiwania wreszcie mam, ostatni tom, wspaniałe ,,Duchy rebelii”. Powiem bez bicia, od razu zakochałam się w tej cudownej zielonej okładce (na marginesie, zielony w ogóle nie pasuje do tej serii, ale uwielbiam ten kolor), a mieniące się w świetle złote zdobienia dodają tylko uroku książce. Przecież to wnętrze jest najważniejsze, które także warto poznać. Tym razem autorka zafundowała nam świetne opisy przygotowań związanych z walką. Dokładnie zobrazowała całość trudu i wysiłku włożonego w rebelię. Ukazała także ogromne straty i poświęcenie w dążeniu do upragnionego celu. Nie tylko sceneria została dobrze przedstawiona, ale także bohaterowie, a ściślej czarny charakter! Kreacja Sułtana jest chyba najlepszym elementem ,,Duchów rebelii”. Jest władczy, niebezpieczny, okrutny, ale także bardzo przebiegły i inteligentny. Wiele raz udaje mu się przechytrzyć Amani i rewolucjonistów. Wiele osób może powiedzieć, że jest przedstawiony jako zwyczajny, chciwy władca, ale ja właśnie takiej postaci potrzebowała. Ile może czytać bądź oglądać o idealnych, oddanych swojemu państwu przywódcach. To była miła odmiana. Autorka nadal zachwyca swoim stylem i sposobem ciągnięcia akcji. Tym razem prócz narracji pierwszoosobowej pisarka zastosowała zupełnie coś nowego. Miejscami świat został ukazywany za pomocą legend. Poznawaliśmy historię z zupełnie innej strony, co dało nam możliwość wgłębienia się w przeszłość bohaterów. Bardzo ciekawy zabieg, urozmaicił całą fabułę, jestem na tak!

,,Nie ma czegoś takiego jak tylko legenda’’

  Muszę to powiedzieć. ,,Duchy rebelii’’ to zdecydowanie najgorszy tom tej trylogii, zawiódł mnie. Tylko nie myślcie, że to słaba i niewarta waszego czasu książka, nadal zachowuje swój dawny klimat, możliwe, że miałam zbyt wygórowane wymagania co do niej. Niestety, na pewne rzeczy nie mogę przymknąć oka, nie tym razem. Autorka w poprzednich częściach ukazała Amani jako silną, młodą kobietę, a tu co mamy? Kolejną miękką kluskę, która specjalizuje się tylko w narzekaniu. Wiecznie marudzi, że nie ma doradców, że nie wie co robić, nic tylko sama klęska. Co stało się ze starą Bandytką? W tej części jej siła powinna być jak najbardziej ukazana, przecież przewodziła rebelii. Spokojnie, to nie jest najgorsze. Płytkość jej relacji z Jinem aż boli. Rozumiem, że nie jest to powieść z gatunku romans, ale sprowadzenie wszystkiego do ,,o wtedy się w tobie zakochałem’’ było troszkę słabe. Chciałam wgłębić się w ich związek, poznać ich uczucia, ale niestety nie dostałam tego. Myślicie, że to koniec? Nigdy! Wiecie co jest najgorsze w ,,Duchach rebelii’’? Kreacja Księcia Buntowników. Był strasznie nijaki, niby walczył o swój kraj, ale nigdy nie było ukazane, dlaczego to on ma dostać tron. Sama zastanawiam się nad tym.

  ,,Duchy rebelii’’ to dobra kontynuacja trylogii autorstwa Alwyn Hamilton. Każdy fan ,,Buntowniczki z pustyni’’ powinien sięgnąć po zakończenie pustynnej sagi. Książka idealna na chłodne, wakacyjne wieczory. Dzięki niej można poczuć wspaniały klimat odległych krain. Moja ocena 7/10!


Enjoy!

Copyright © 2016 Wszystko i nic. , Blogger